MOJE DZIEJE

BRONISŁAW JĘDRYK

CZĘŚĆ I LATA MŁODOŚCI

Strona 3

Okupacja niemiecka w Stanisławowie
Prognozy i ostrzeżenia na temat porządków, jakie wprowadzą Niemcy, sprawdziły się i to w sposób, jaki nie można sobie było nawet wyobrazić. W naszej rodzinie wydarzyła się ogromna tragedia. Mama moja była z pochodzenia Austriaczką, urodzoną w Wiedniu 1). Po wkroczeniu Niemców i zainstalowaniu swoich urzędów, zaczęły one wprowadzać iście niemieckie okupacyjne porządki. Między innymi rejestrować mieszkańców Stanisławowa z podziałem na narodowości i w zależności od tego określać ich status. Żydzi musieli od razu założyć opaski na rękawy z wyszytą gwiazdą Dawida, z Ukraińców utworzono policję pomocniczą (Hilfspolizei), kokietując ich do współpracy, przez wyraźnie lepsze traktowanie od Polaków.
W Stanisławowie była przed wojną duża kolonia niemiecka z własnym przedszkolem, do którego i ja jakiś czas byłem prowadzany, abym się nauczył wśród niemieckich dzieci ich języka, o czym już wcześniej pisałem. Była też niemiecka szkoła powszechna (tak przed wojną nazywały się szkoły podstawowe), oraz szkoła średnia. Z miejscowych Niemców rekrutowali się najbardziej niebezpieczni funkcjonariusze władz, bo znali ludzi i miejscowe warunki. Skrupulatni urzędnicy dopatrzyli się, że moja mama jest urodzona we Wiedniu i uznali, że powinna złożyć akces do narodu niemieckiego, to znaczy zostać wpisana na listę Reichsdeutschów. Wiem, że kilkakrotnie wzywano ją na poważne rozmowy, z których po powrocie do domu mama płakała. Były też tajemnicze długie rozmowy rodziców. Oczywiście to, co było powodem tych skrywanych kłopotów, dowiedziałem się od ojca dopiero później. Zauważone niezrozumiałe i dziwne dla mnie zachowania rodziców wyjaśnił mi ojciec, ale stało się to dopiero wtedy, gdy mamy nie było już niestety z nami.
W 1942 r. coraz trudniej było zdobywać coś do jedzenia, poza przydziałami kartkowymi, które były bardzo skromne, wręcz głodowe. Jednym z najważniejszych sposobów uzupełniania tych skromnych racji, było kupowanie od rolników za pieniądze lub za odzież, nabiału i innych produktów żywnościowych, przemycanych przez nich do miasta, lub też przywożonych przez wyprawiających się w tym celu na wieś ludzi z miasta. Trzeba się było jednak liczyć, że po powrocie z takiej wyprawy i przechodzeniu przez wyjście na dworcu kolejowym, Niemcy często urządzali łapanki i rewizje, a wszystko co było przywożone odbierali.
Późną wiosną 1942 r. rodzice wysłali mnie pociągiem z "przyszywaną ciocią", panią Delijewską
Kliknij aby powiekszyć
Mama z przybraną ciocią Delijewską
po zaopatrzenie na wieś odległą o kilkadziesiąt kilometrów od Stanisławowa, gdzie miała ona znajomości,. Osobom jadącym z dziećmi było mimo wszystko łatwiej kupić i przywieźć coś do jedzenia, a nawet uniknąć ewentualnej konfiskaty wszystkiego na dworcu. Ostatecznie bardzo dużo zależało przecież od ludzi uczestniczących w takich akcjach, od ich poczucia obowiązkowości z jednej strony i wrażliwości na ludzkie nieszczęścia z drugiej.
Po naszym powrocie do Stanisławowa, na dworcu czekał mój tata, przywitał się i głosem, który pamiętam do dzisiaj powiedział: "synku, mamusi nie ma, zostaliśmy sami". Dopiero wtedy dowiedziałem się, co było powodem częstych ostatnio smutnych rozmów i dni. Tego dnia zaraz po moim wyjeździe na wieś, przyszedł gestapowiec Meier 2) - przedwojenny mieszkaniec kolonii niemieckiej w Stanisławowie oraz znajomy rodziców i zabrał mamę na Gestapo. Wiadomo było, że tym razem to nie na rozmowę. Gestapowiec Meier, wraz ze swoim bratem, jako młodzi ludzie wyjechali w 1939 r. na wakacje do Niemiec, a wrócili do Stanisławowa po wkroczeniu Niemców w mundurach gestapowców. Oto klasyczny przykład działania w Polsce przed wojną sławetnej V kolumny. Od tragicznego dla nas wydarzenia, ojciec zaczął prowadzić ze mną poważne rozmowy, traktując mnie jak kogoś znacznie starszego i poważniejszego, niż byłem w rzeczywistości. Czułem się na swój sposób dumny, że ojciec, który był dla mnie dużym autorytetem, okazywał mi zaufanie przez wtajemniczanie w trudne problemy życia pod okupacją.
Utrata dla nas najbliższej i bardzo kochanej i dobrej osoby, była ogromnym ciosem. Bardzo kochałem oboje rodziców, ale mamę trochę inaczej niż ojca, który objawiał nie raz swoją surowość. Ojciec zawsze stawiał wobec mnie większe wymagania, niż mama. Mama, była osobą bardzo łagodną i może nawet przesadnie w swojej dobroci wyrozumiałą. Mama była bardzo dobrą gospodynią, wszystko umiała sama zrobić, zwłaszcza świetnie gotowała, a do teraz pamiętam wiele ulubionych potraw, które ostatni raz jadłem jako dziecko. Rodzice żyli ze sobą bardzo zgodnie, byli bardzo dobranym kochającym się małżeństwem. Pamiętam tylko jeden przypadek, kiedy z jakiegoś powodu pokłócili się, choć nie wiem czy była to rzeczywiście aż kłótnia. Kulminacyjnym jej punktem, było rzucenie przez jednego z rodziców, w drugiego, nie pamiętam już, w którego, poduszeczką - jaśkiem w kolorowym skórzanym pokryciu, który leżał na otomanie. Po tym incydencie rodzice roześmiali się i pocałowali. Jest to jedyny konflikt jaki widziałem i być może właśnie dlatego utrwalił się mi w pamięci.
Kliknij aby powiekszyć
Kartka firmowa zakładu fotograficznego ojca
Wiem, że w tym czasie byłem uznawany za "gadułę", chłopca bardzo ciekawego i zadającego dużo pytań. Byłem przekonany, że ojciec chętnie i dokładnie zaspokaja moją ciekawość. Uważałem, że zna się na wszystkim, i wie wszystko, co wiedzieć można w najróżniejszych dziedzinach. Ojciec był fotografem z zawodu i zamiłowania, w zawodzie tym odnosił sukcesy i lubił eksperymentować, był biegłym sądowym z zakresu fotografiki, miał też przedstawicielstwo firmy "Zeiss". Zachowało się najstarsze zdjęcie zrobione przez ojca w 1912 r., a miał wtedy 14 lat .
Kliknij aby powiekszyć
Najstarsze zdjęcie zrobione przez ojca w wieku 14 lat
Kliknij aby powiekszyć
Opis na odwrocie zdjęcia
Ojciec miał zamiłowania techniczne, był amatorem poznawania i korzystania z nowości technicznych. Znał się na radiotechnice i jak wiem z opowiadań, zbudował jako jeden z pierwszych w okolicy odbiornik kryształkowy tak zwany detektor. Ojciec był też miłośnikiem motoryzacji i miał samochód osobowy marki "Tatra",
Kliknij aby powiekszyć
Mama przy samochodzie Tatra
a przypadkiem dzięki niej uzyskał zawodowe prawo jazdy i kategorii. Wiem z opowiadań ojca, że (było to prawdopodobnie pod koniec lat dwudziestych) pojechał swoją "Tatrą" wyposażoną w  dwucylindrowy silnik chłodzony powietrzem na amatorski rajd górski w okolicach Stanisławowa. Na swoim samochodzie dojechał jako pierwszy i jeden z nielicznych do wysoko w górach położonej mety. Inne samochody dużo droższe i większe z silnikami chłodzonymi wodą nie mogły dojechać do mety, ponieważ przegrzewały się im silniki. Wśród uczestników rajdu był, też wojewoda stanisławowski, który jechał jakimś mocniejszym większym samochodem, ale i on miał kłopot z dojechaniem do mety. W jakiś czas po tym sukcesie osiągniętym dzięki "Tatrze", ojciec został zaproszony do  wojewody, który uhonorował ojca "własną", nieprzewidzianą wcześniej, nagrodą w postaci zawodowego prawa jazdy i kategorii. a wszystko odbyło się bez dokonywania jakichkolwiek formalnych zabiegów. Dzisiaj taka sytuacja byłaby zupełnie niemożliwa, ale w owych czasach, właściwie początków motoryzacji i uprawnieniach jakie miał ówczesny wojewoda, jak widać było to możliwe.
Kliknij aby powiekszyć
Ojciec gra na skrzypcach w latach szkolnych
W ten zupełnie wyjątkowy sposób ojciec dzięki gestowi wojewody uzyskał drugą profesję - zawodowego kierowcy. Ojciec miał zainteresowania nie tylko techniczne. W latach szkolnych uczył się gry na skrzypcach, a jeszcze za mojej pamięci czasami wyciągał skrzypce i próbował, jak mówił: "czy palce nie zesztywniały już zupełnie"
Zawsze z wielkim zaciekawieniem słuchałem wspomnień ojca z czasów szkolnych, a zawłaszcza z okresu Pierwszej Wojny Światowej i działalności w Legionach. Działalność swoją w owych czasach przedstawił ojciec w życiorysie - ankiecie wypełnionej w  1937 r. dla otrzymania Medalu Niepodległości, a następnie Krzyża Niepodległości.
Kliknij aby powiekszyć
Kwestonariusz str. 2 Życiorys ojca.
Kliknij aby powiekszyć
Kwestionariusz str. 3 Potwierdzenie dzialalności niepodległościowej
Warto zwrócić uwagę, że w punkcie 7 ankiety wśród nazwisk osób, które mogą potwierdzić działalność niepodległościową ojca, wymieniony jest generał Żymierski, również legionista.
Jak przez mgłę pamiętam, że ojciec uczęszczał do szkoły t.zw. realnej, a kiedyś pokazał mi jej budynek przy ul. Sapieżyńskiej.
Kliknij aby powiekszyć
Budynek szkoly realnej przy ul. Sapieżyńskiej do której chodzil ojciec. Zdjęcie współczesne
Kliknij aby powiekszyć
Ojciec na tle drzwi prawdopodobnie w pokoju nauczycielskim
Miałem przekonanie - wyobrażałem sobie, że ktoś, a tym bardziej mój ojciec, kto przeżył tak wiele musi być osobą niezwykłą. Tym bardziej czułem się ważny, że byłem traktowany przez ojca nie tylko jako syn, ale ktoś zaufany, dopuszczany stopniowo do pewnych spraw, które do tej pory stanowiły dla mnie tajemnicę. Wtedy wiosną 1942 r. pierwszy raz dowiedziałem się, że są ludzie działający w ukryciu przeciwko Niemcom. Wprawdzie nie były to żadne konkrety, lecz uświadomiony zostałem, że przeciwko okupantom organizowany jest opór Polaków wymagający poświęceń, którzy równocześnie muszą bronić się też przed nacjonalistami ukraińskimi, z których wielu przeciwko nam współpracuje z Niemcami, mając złudną nadzieję, na uzyskanie niepodległości Ukrainy z rąk Niemców. Z perspektywy czasu, po 58 latach od tych wydarzeń, kiedy jestem o 20 lat starszy od mojego ojca w chwili jego śmierci w 1946 roku. mogę stwierdzić, że był człowiekiem bardzo postępowym, o szerokiej wiedzy w znacznym stopniu samodzielnie zdobytej, z bogatym i ciekawym doświadczeniem życiowym. Był człowiekiem zaradnym, praktycznym, ale postępował zawsze w myśl przyjętych i uznanych zasad moralnych, a jedną z nich bardzo zauważalną, być może ze względu na czasy, w jakich żyliśmy, był patriotyzm. Wiele było chwil w moim życiu, kiedy zastanawiałem się jak postąpiłby ojciec w sytuacji w której ja miałem podjąć jakąś decyzję. i nie zawsze chodziło w takich chwilach o decyzje w bardzo znaczących kluczowych sprawach życiowych.
Kliknij aby powiekszyć
Legitymacja ojca z czasów szkolnych, jako syna konduktora
Kliknij aby powiekszyć
Zdjęcie ojca na odwrocie legitymacji
Ojciec na pewno próbował coś ustalić i uczynić w sprawie aresztowanej mamy, lecz nie wiedziałem wiele na ten temat, lub też nie zachowało się nic z tego w mojej pamięci. Jedynym ze skutków mających związek z aresztowaniem mamy, było postanowienie ojca o wyjeździe na jakiś czas ze Stanisławowa, bo widocznie uznał, że sam może być zagrożony z jakiegoś powodu i lepiej się usunąć z oczu stanisławowskiemu Gestapo. W tym czasie ojciec nie miał już zakładu fotograficznego, który na krótko przed aresztowaniem mamy musiał zlikwidować, ponieważ odebrali mu jako Polakowi lokal przy ulicy Sapieżyńskiej. Pracą zawodową zajmował się jedynie doraźnie w domu, gdzie w jednym kącie pokoju urządził ciemnię fotograficzną. Głównie wykonywał prace amatorskie dla Niemców, ale czasami dostawał zlecenia na robienie zdjęć legitymacyjnych od różnych jednostek niemieckich i ukraińskich.

Objaśnienia przypisów:
1) Niniejsze Wspomnienia były pisane w latach 2001- 2002 na podstawie tego co pamiętałem i wiedziałem w tym czasie. Już po ich napisaniu w październiku 2002 r. udało mi się przypadkowo ustalić wiele szczegółów dotyczących pochodzenia mojej mamy i jej rodziny.
2) Już po napisaniu tej części wspomnień, otrzymałem opracowanie Tadeusza Kamińskiego - dziennikarza ze Szczecina, pochodzącego ze Stanisławowa, którego znałem w czasie wojny. Mieszkał on niedaleko nas na ulicy Wysockiego. W opracowaniu tym p.t."Tajemnica Czarnego Lasu", opisuje w oparciu o zeznania świadków i na podstawie innych materiałów, działalność gestapowców, braci Wilhelma i Johanna Maurerów (a nie jak napisałem Meierów). Obaj bracia osobiście przeprowadzali aresztowania znanych mieszkańców Stanisławowa oraz również osobiście rozstrzeliwali ich w Czarnym Lesie pod Stanisławowem. Nazywani byli "krwawymi braćmi". Według informacji T. Kamińskiego, Maurerowie urodzeni byli we Lwowie, a na zamieszczonym w opracowaniu zdjęciu, pokazana jest promocja oficerska ppor. Jana Maurera, jaka odbyła się w dniu 1 października 1937 r. W Stryju. Według tego opracowania bracia Maurerowie brali udział w kampanii wrześniowej w szeregach Wojska Polskiego i przedostali się na Węgry, a następnie do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie po przeszkoleniu wstąpili do niemieckich jednostek policyjnych.

<- Strona 2
Strona 4 ->
Bronisław Jędryk
1375701 odwiedzin od 5 stycznia 2004 roku


WWW stanislawow.net