Wspomnienia Kazimierza Wasilewskiego z miasta jego dzieciństwa i młodości – Stanisławowa

Nadesłane od przyjaciela p. Kazimierza też stanisławowianina Tadeusza Antoniaka z Gliwic. Wspomnienia ukazały się w „Panoramie Opola” dnia 2007.08.23

Autor "Wspomnień": Kazimierz Sempruch

Jak mało kto, Kazimierz Wasilewski zna historię Stanisławowa – miasta, które po przejęciu przez Związek Radziecki od 1945 roku nazywało się Stanisławów, a od czasu usamodzielnienia się Ukrainy jest Iwanofrankiwskiem.
Stanisławów – miasto mojego dzieciństwa i młodości, znajduje się w zachodniej części Pokucia – zaczyna swoją opowieść 84-letni Wasilewski. – Leży nad rzeka Bystrzycą, a całe województwo rozkładając się na zielonej równinie, sięga od błękitnych fal Dniestru po szczyty Karpat. O początkach grodu opowiada ciekawa legenda. W roku 1152 książę Bolesław Krzywousty, prowadząc wojnę z Węgrami, został zdradzony przez wojewodę krakowskiego Wszechbora i Haliczan. Uciekając przed nieprzyjacielem na czele wiernej drużyny, książę ujrzał w głębokim jarze młyn nad potokiem. Młynarz przyjął rycerzy gościnnie, a młynarzowa nagotowała strawy i przygotowała noclegi. W dowód wdzięczności książę obdarował gospodarza złotym łańcuchem i mianował szlachcicem. Taki był początek słynnego rodu Potockich.
Założycielem Stanisławowa był Stanisław Potocki, syn Andrzeja, kasztelana kamienieckiego. To on stanął u boku króla Jana Kazimierza w czasie rokoszu Jerzego Lubomirskiego. Rozbudował wieś Zabłotów, dając początek przyszłemu miastu. Jego syn Andrzej, właściciel Pokucia z Haliczem, przemienił wieś w miasto, nadając mu nazwę Stanisławów na cześć ojca. Wybudowano wtedy zamek, kościoły, cerkiew i synagogę. Powstały domy mieszczańskie, szpital, warsztaty i młyny. W 1662 roku król Jan Kazimierz nadał grodowi prawa miejskie i ustalił herb Stanisławowa: trzy wieże, a w bramie krzyż.
Inni znamienici Potoccy to Stanisław, syn Andrzeja, który przywiózł z Rzymu relikwie św. Wincentego, walczył u boku Jana III Sobieskiego pod Wiedniem i zginął w ataku na obóz turecki. Józef Potocki (zmarł w 1751 roku) był wielkim hetmanem koronnym. Rozbudował Stanisławów i założył akademie stanisławowską. Jego syn Stanisław budował szpitale i przytułki, a gdy zmarł w 1760 roku, na miasto napadali Moskale i Prusacy. W czasie II rozbioru polski Stanisławów został wcielony do Galicji. W 1792 roku kasztelanowa Katarzyna z Potockich Kossakowska sprzedała miasta Piotrowi Potockiemu, a ten, będąc zadłużony po uszy, oddał je Austriakom i tak skończyło się panowanie rodu Potockich.
Wróg po wrogu
– W 1913 roku powstały w Stanisławowie polskie drużyny strzeleckie – opowiada Wasilewski. – Polacy ćwiczyli musztrę, uczyli się historii ojczyzny i przygotowywali do walki o niepodległość. W 1917 roku wycofujące się pod naporem Niemców wojska rosyjskie zniszczyły i ograbiły Stanisławów. Moskali wyparł polski pułk piechoty i szwadron kawalerii ułanów krechowieckich. Potem bohaterscy ułani defilowali przed komendantem Józefem Piłsudskim, a w 1920 roku walczyli z bolszewikami.
Przed wojną Stanisławów zamieszkiwało około 90 tysięcy obywateli: Polaków, Rusinów, Żydów, Ormian i Niemców. Istniały tu gimnazja, licea oraz szkoły zawodowe. Były też uczelnie nauczycielskie, konserwatorium muzyczne, dwa szpitale, banki i towarzystwa ubezpieczeniowe. Większość magazynów i sklepów należała do Żydów.
– Pracowałem w jednym z nich i uczęszczałem do gimnazjum handlowego – z okresu dzieciństwa i młodości pan Kazimierz pamięta wiele szczegółów. – W sierpniu każdego roku chodziliśmy z pielgrzymką do cudownego obrazu Matki Boskiej w ormiańskiej świątyni w Łyścu. Uczestniczyliśmy też z Rusinami w ich święcie Jordanu, idąc z procesją na brzeg rzeki Bystrzycy. Pamiętam nasze obozy harcerskie i tę cudowną przyrodę Huculszczyzny, dalekie wycieczki na szczyty Karpat i piosenki przy ognisku. Kiedy w 1939 roku wybuchła wojna, miałem 16 lat. Do Stanisławowa wkroczyła Armia Czerwona i zaczęły się nowe porządki: aresztowania Polaków, wywózka na Sybir i do Kazachstanu. Gdy w 1941 roku weszli Niemcy, rozpoczął się nowy terror. Od kul esesmanów zginęło 12 tysięcy Żydów, w tym moi koledzy z gimnazjum. W tym czasie pracowałem w magazynie wojskowym, za talerz zupy dziennie. Nowy okres życia pana Wasilewskiego rozpoczął się w roku 1944, gdy do Stanisławowa wrócili Rosjanie. – Z piwnic klasztoru ormiańskiego w Łyścu wyszła duża grupa Żydów, przeżyli dzięki Polakom – twierdzi pan Kazimierz. – Pracowałem wtedy jako robotnik w Domouprawlenju, za marnych parę rubli, ale władza radziecka kazała ludności polskiej opuścić sowiecką Ukrainę. Mężczyzn powołano do polskiej armii, w której się też znalazłem. Nie zapomnę chwili, gdy maszerowaliśmy przez miasto z piosenką „Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani”, a ojciec wołał z tłumu: Kazik, nie daj się zabić!
Kazimierz Wasilewski kształcił się potem w oficerskiej szkole w Lublinie i był opiekunem polskich żołnierzy w radzieckim szpitalu wojskowym. Dosłużył się stopnia kapitana. Po wojnie pracował najpierw w Toruniu, a potem jako kierownik klubu oficerskiego w Nysie. W Opolu osiedlił się w 1960 roku i aż do emerytury był instruktorem Wojewódzkiego Domu Kultury.
Zapłakałem pod kościołem
– Mój Stanisławów odwiedziłem po wojnie kilka razy – opowiada pan Kazimierz. – W czasie mojego pierwszego pobytu padał deszcz. Wlokłem się przez ulice mojego rodzinnego miasta, nie mogąc rozpoznać wielu miejsc.
– W kolegiacie Najświętszej Marii Panny, w której zostałem ochrzczony, urządzono galerię sztuki sowieckiego socrealizmu, w kościele oo. Jezuitów umieszczono miejskie archiwum, a kościół ormiański zamieniono na muzeum ateizmu. Gdy stanąłem przed kościołem Chrystusa Króla, w którym byłem bierzmowany, na fasadzie zobaczyłem rosyjski napis „Baza remontowa traktorów”. Wtedy się rozpłakałem
– Doszedłem wreszcie przed czynszowy dom, w którym spędziłem dzieciństwo – kontynuuje Wasilewski. – Ściany pobielone, w oknach obce twarze. Podwórko zabaw dziecięcych zarosło trawą. Podeszła do mnie stara Ukrainka i zapytała „Wy pane, koho szukajete?” Ukłoniłem się i odszedłem. Przez rozwaloną bramę wszedłem między groby na miejskim cmentarzu. Potrzaskane krzyże i poprzewracane figury aniołów. Niektóre grobowce rozkopane, zniszczone fotografie i polskie nazwiska. W kwaterze Legionistów – śmietnisko. Nie znalazłem grobu mojej matki. Usiadłem gruzowisku z marmuru i pogrążyłem się w modlitwie. Pan Kazimierz cytuje wypowiedź jednego z bardziej znanych polskich kresowian, profesora Wiktora Zina: „Ubogi i smutny jest człowiek, który nie ma świata wspomnień. To nieprawda, że Kresy Wschodnie już nie istnieją, że to przeszłość, że to mrzonka. One żyją w naszej pamięci, w naszych przeżyciach i wspomnieniach. Żyją w kulturze polskiej. Tamten świat wspomnień jest naszym światem, nikt go nam odebrać nie może, a od nas zależy, czy przekażemy go swoim dzieciom i wnukom jako obraz naszego kraju lat dziecinnych.
Obecnie Pani Janina jest członkiem wielkiej Rodziny Katyńskiej. o tragedii katyńskiej napisane jest tak dużo, a zarazem tak mało, bowiem każda osobista tragedia jest jedyna, jak Ta o której pragnę opowiedzieć.
Autor: Kazimierz Sempruch
Redakcja serwisu stanislawow.net zwraca się z gorącą prośbą o nadsyłanie wspomnień lub innych materiałów w celu ich opublikowania. Piszcie Kochani wszystko i o wszystkim co tylko jest związane z naszym ukochanym Grodem Revery.
Redakcja
Kontakt
1756869 odwiedzin od 5 stycznia 2004 roku
Google Search

WWW stanislawow.net