Prof. Tomasz Uberman

Wysoki, szczupły blondyn o dość rzadkiej fryzurze i jakoś skromnie ściśniętych ustach, lekko pochylony do przodu. Jako historyk próbował czasami nauczyć nas dokonywania pewnej syntezy dziejów jakiegoś kraju lub jego dzielnicy.
Pewnego razu przechodząc do omówienia najnowszych dziejów Śląska postanowił zrezygnować z osobistego ich referowania, a posłużyć się uczniami, badając w ten sposób stan ich wiedzy oraz umiejętność zapamiętywania rzeczy istotnych i dokonywania ich syntezy. Sformułował więc temat, określił jego ramy i zapytał kto chciałby zabrać głos. Spośród kilku chętnych wybrał jednego. Wybrany, oczytany w aktualnej prasie - a był to rok 1939 -rozpoczął omawianie tematu niejako od jego końca. I tu nastąpiło rozczarowanie, gdyż Profesor zażądał krótkiej choćby charakterystyki dziejów Śląska. Zdołano to osiągnąć dopiero wspólnymi silami wielu uczniów przy wydatnej pomocy Profesora.
Samodzielności myślenia i umiejętności wiązania dziejów politycznych z gospodarczymi uczył także w innym przypadku. Już w II licealnej (maturalnej) polecił jednemu z uczniów przygotować referat na temat rozwoju przemysłu w Polsce południowo-wschodniej. Wskazał źródła, a nawet częściowo literaturę, ale słowem nie pisnął o COP-ie, który wtedy już istniał w dużym zakresie. Uczeń zabrał się ochoczo do pisania referatu, zadowolony, że wie, jakimi materiałami winien się posłużyć, względnie skąd je brać. Referat został w terminie napisany, ale po wygłoszeniu doszło do pewnej kompromitacji referenta. Określono to słowami: „w ogrodzie zoologicznym był, widział kolibra, a jakże, ale nie zauważył słonia" tj. COP-u.
Profesor Uberman kładł głównie nacisk na opanowanie wiedzy, a nie na oceny, o których na lekcji prawie nie wspominało się; oceny niedostateczne pojawiały się niezmiernie rzadko, tylko przy całkowicie złej woli ucznia.
Był też Profesor w Liceum naszym wychowawcą klasy. Był bardzo cierpliwy, najbardziej opanowany i najspokojniejszy z naszych nauczycieli. Swoim spokojem, opartym na życzliwości dla ucznia, osiągał więcej, niż inny groźbami, rozkazami czy krzykiem. Ceniliśmy Go. Szczęśliwie przeżył wojnę.
Ryszard Harajda
Kontakt
1758842 odwiedziny od 5 stycznia 2004 roku
Google Search

WWW stanislawow.net