Lata młodzieńcze Franciszka Karpińskiego W Stanisławowie

według ks.  Sadoka Barącza

Po śmierci Józefa Potockiego Stanisławów przeszedł w ręce jego syna Stanislawa, który był człowiekiem mądrym o poczciwym sercu i odpowiedzialnym. Można powiedzieć, że poszedł w  ślady ojca. W tym właśnie czasie w Stanislawowie kształcił się Franciszek Karpiński, któremu Naród przyznał tytuł poety serca, a  młodzież uczyła się na pamięć pożegnania "Lindory w górach", a  najpiękniejsza z  jego sielanek "Laura i Filon" mimo swej długości była śpiewana w każdym domu. W tym mieście spędził lata pełne uroku. Tu pierwsze natchnienia rozbudzały jego wyobraźnię. Nie ma zakątka na ziemi polskiej, gdzie imię Karpińskiego byłoby nieznane a  pieśni jego nienucone.. Stykał się z  pasterzami i rolnikami, z  nimi wznosił modły do Boga. Był zwierciadłem narodu. Najpiękniejszym pod tym względem utworem jest pieśń poranna:, "Kiedy ranne wstają zorze". Pieśni jego nucą słowiańskie córy nad Prutem, Dnieprem, Donem, Wełtawą i Dunajem. Oto, z  jakim uczuciem kreśli Karpiński wrażenia, które odebrał w Stanisławowie. "Urodziłem się w roku 1741 dnia 4 Octobris w  ziemi Halickiej na Pokuciu, w powiecie kołomyjskim, we wsi Hołosków, trzy mile od Stanisławowa, z rodziców Andrzeja i Rozalii Karpińskich. W roku moim ósmym, już umiejącego czytać i  trochę pisać, oddał mnie ojciec do bliskich szkół stanisławowskich. Może po roku bawienia mojego w szkołach, był sławny w Stanisławowie pogrzeb Józefa Potockiego hetmana w. koron. Pierwszy raz wtenczas widziałem świat wielki. Kilkadziesiąt senatorów, między którymi kilku biskupów, dom Potockich w  tylu gałęziach; wojska pozgromadzane, które w tamtym wieku na koronacjach tylko królów były, nieprzeliczone obywatelów mnóstwo, z dalekich nawet województw napełniły wszystkie ulice. Ojciec mój mieszkał wtenczas w Stanisławowie i mogłem na tym pogrzebie widzieć wszystko. Kościół cały adamaszkiem od wysokich gzymsów, aż do dołu wybity, gęsto lampami oliwnymi oświetlony, miał ogromny w środku katafalk, aksamitem pąsowym z złocistymi frędzlami, światłem, portretem, herbami, bogatymi znakami władzy po węzgłowiach położonymi, przyozdobiony. Od drzwi kościelnych aż do katafalku, na kroków kilkadziesiąt, posadzka z tarcic umyślnie dana,ażeby wojskowi, na koniach wpadając, łoskotu więcej nie czynili. Wjeżdżali w największym końskim biegu wybrani rycerze po jednemu, jeden łamał szpadę, inny strzały, inny rzucał pałasz, inny chorągiew itd. Każdy zaś złamawszy swoje narzędzie przy nogach trumny, spadał z konia niby żal po hetmanie swoim udając. Blisko dwóch niedziel Ta uroczystość odbywała się, a  może do ćwierci roku, niektórzy goście przyjmowani przez syna zmarłego hetmana bawili w Stanisławowie." W dalszej części swych pamiętników tak opisuje o rozbójniku: "Pierwszą, którą w  tych czasach widziałem egzekucję w  Stanisławowie, wielkie mi uczyniła wrażenie; był to rozbójnik nazwiskiem Bajurak, jeden z  dwunastu mołojców Dobosza, a  po śmierci jego naczelnikiem zbójeckiej zgraji obrany; który na plac śmierci idąc, kazał sobie podać fujarę, czyli ulubioną piszczałkę góralską, na której smutne dumy góralskie przygrywał. Stanąłem tedy blisko z  ojcem, żebym widział ścięcie zbójnika…" Wywarło to wielkie wrażenie na młodym Karpińskim, pomimo, że wiedział dobrze, co czynił rozbójnik. Karpiński płatał różne figle i  nie raz oberwało mu się od ojca. Za jego czasów studenci bawili się w  ogrodzie Doszotów, później do państwa Romaszkanów należącym,który wtedy Zwierzyńcem nazywano. Czasem grywała tamże muzyka wojskowa. Bywały też przedstawienia sceniczne i fajerwerki. Patronem studentów był św. Jan Nepomucen, którego figurę kamienną dnia 16 maja sosnami otoczoną lampami oświetlono. Figura Ta około roku 1814 przeniesiona przed kościół Jezuitów z innego miejsca, a  po roku 1838 umieszczona została w zewnętrznej framudze tegoż kościoła. Za czasów Karpińskiego studentów było gdzieś około 400. Dyrektorem szkoły, do której uczęszczał Karpiński był Nadziejowski. Na umysł młodego, Karpińskiego działały szczególnie dwa przedmioty religia i  przyroda. Wtedy miasto przedstawiało widok malowniczy. Od strony Halicza, obszerny staw, Młynówka szybkim prądem do Bystrzycy wpadająca, i  prześliczne wzgórze Wołczynieckie dziwną przyjemność sprawiały oku. Od południowej zaś strony, piękna ulica Lipowa, skąd zapach miodowy na całe prawie przedmieście rozchodził się. Dalej Ta poważna Dąbrowa, obfitująca w  orzechy laskowe. No i  wyniosłe Karpaty w oddaleniu, kończyły ten przepyszny i zachwycający krajobraz. Młodzież szkolna podczas ferii zbierała się niegdyś na rynku a  zacząwszy pieśń Lauda Sion Salvatorem lub Ave mundi spes Maria, śpiewając szła ulicą Lipową ku pięknej Dąbrowie, gdzie wesoło kilka godzin spędziwszy, powracała pokrzepiona na siłach, przynosząc rodzicom bukiet kwiatów polnych by tym się odwdzięczyć za troskliwość swych rodziców.
Dalsze dzieje Karpińskiego nie należą do pamiątek Stanisławowa. Wiek późnej starości tak przepędził, jak sobie życzyć może każdy cnotliwy.
Kliknij aby powiekszyć
Kliknij aby powiększyć
Po ukończeniu gimnazjum studiował na uniwersytecie we Lwowie, uzyskując tytuł, doktora filozofii i nauk wyzwolonych. Półtora roku kształcił się w Wiedniu, gdzie doskonalił znajomość języków obcych i słuchał wykładów znakomitych przyrodników. Po otrzymaniu starannego wykształcenia rozpoczął pracę nauczycielską,znajdując zatrudnienie na dworach magnackich. Mają 40 lat wydał pierwszy tomik wierszy. Zainteresowała się nim rodzina Czartoryskich i otrzymał funkcję sekretarza księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego. Po paru latach powrócił na Kresy, które w tym czasie znajdowały się pod zaborem austriackim. Utrzymywał się z dzierżawy różnych majątków i z pracy guwernera na dworach magnackich. W 1818 roku został członkiem Towarzystwa Przyjaciól Nauk. W 1818r kupił wieś Choroszczyznę k. Wołkowyska, gdzie spisał swój pamiętnik i spędził resztę życia. Pozostawał pod wpływem Jana Jakuba Rousseau i był twórcą nurtu sentymentalnego w liryce polskiej. Zapewniwszy los rodzinie swojej zakończył życie dnia 4 września 1825 roku. Pochowany na cmentarzu w Lystkowicach.
PS. W Holoskowie zachowała się cerkiew drewniana p.w. św. Mikołaja z 1864r. Figura drewniana mająca około 60 lat. Tablica upamiętniająca śmierć jego ojca znajduje się w kościele w Otynii, gdzie na pobliskim cmentarzu został pochowany.
Opracował Rajmund Piżanowski
Kontakt
1756894 odwiedziny od 5 stycznia 2004 roku
Google Search

WWW stanislawow.net