Olga Ciwkacz

Helena Modrzejewska w Stanisławowie

Dzieje polskiej sceny prowincjonalnej zajmują ważne miejsce w dziejach teatru polskiego w XIX i na początku XX wieku. Słusznie pisał Karol Estreicher, że:
„najlepsi artyści kształcili się na prowincji. Tam była ich szkoła, ciężka, często szkodliwa, ale częściej użyteczna”.
Helena Modrzejewska też przeszła przez „szkołę” teatru na prowincji i nie zapomniała o trudnych początkach swojej kariery aktorskiej, potrafiła odwdzięczyć się tym scenom, gdzie odbyły się jej pierwsze przedstawienia i kolegom, którzy wspierali ją w dawnych czasach. Nie zapomniała także o Stanisławowie.
Jak wiemy, na początku kariery aktorskiej Helena Modrzejewska występowała na stanisławowskiej scenie w maju – czerwcu 1862 roku.
Trupa Łobojki przybyła do Stanisławowa z Sambora:
„Wreszcie przyjechaliśmy do Stanisławowa, każdy się, jak mógł ulokował, mnie zabrał do siebie adwokat Przybyłowski i dał mi śliczne dwa pokoje, w ogrodzie, umeblowane wykwitnie. Teatr był w sali Lamersa, sala ogromna ze sceną i 400 numerowanymi krzesłami. Powodzenie było bardzo wielkie, publiczność zapraszała na obiady, podwieczorki do siebie po domach prywatnych. Pani Modrzejewska grała na benefis, który wypadł świetnie, jak na owe czasy”.
Ten fragment z pamiętników Łobojki zawsze jest cytowany w pracach o Modrzejewskiej, bez względu na zawarte w nim nieścisłości. Łobojko pisze, że: „wyjechaliśmy 1 września z Sambora do Stanisławowa”, lecz występy w tym mieście odbywały się w maju – czerwcu 1862 roku. Józef Szczublewski zaznacza:
„Trupa wlecze się z Sambora wozami w końcu maja”. Istnieją też rozbieżności w ocenie powodzenia zespołu w Stanisławowie. Łobojko wspomina, że sukces teatru był wielki.
Współczesny badacz biografii scenicznej Heleny Modrzejewskiej uważa, że powodzenie dopisało trupie tylko w drugiej połowie czerwca, a na początku „pustki straszyły w dużej sali”. Można też podważyć wiarygodność wspomnień Łobojki o występach teatru w Stanisławowie w sali Lamersa „ze sceną i 400 numerowanymi krzesłami”.
W roku 1861 czy 1862 w tym małym prowincjonalnym miasteczku żyło około 15–16 tysięcy mieszkańców. W żadnych opracowaniach i dokumentach, dotyczących dziejów Stanisławowa, ani też w prasie polskiej tych czasów, nie ma najmniejszej wzmianki o „dużej” sali Lamersa.
Jak wiadomo, najczęściej występy teatrów na prowincji w połowie wieku XIX odbywały się w salach hoteli, ujeżdżalniach koni. Bodaj tylko Lwów mógł poszczycić się wspaniałym budynkiem teatru hrabiego Skarbka.
W Stanisławowie budynek teatralny został wybudowany dopiero w 1892 roku. Nie było w tym mieście również wielkiego hotelu czy olbrzymiej sali Lamersa. Co prawda, istniał hotel „Europejski” Halperna, w sali którego odbywały się występy teatrów wędrownych. Karol Estreicher pisywał o niej i objaśniał, że przypomina ona miejsce postoju dla rydwanów Melpomeny, lecz nie dla niej samej.
O tym, że sala Lamersa nie istniała świadczy i to, że w roku 1867 Miłosz Stengel, organizator pierwszego polskiego zawodowego stałego teatru w Stanisławowie, wyremontował salę hotelu „Europejskiego” Halpernów, pięknie ją udekorował i tam właśnie odbywały się przedstawienia polskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego.
Gdyby sala Lamersa istniała w Stanisławowie, Stengel nie potrzebowałby brudnej budy hotelu Halperna.
Prawdą jest natomiast, że adwokat Przybyłowski mieszkał w Stanisławowie. Był to stryj matki przyszłego pisarza polskiego Stanisława Vincenza.
Zdaje się, że tylko Tymon Terlecki w swej powieści o Helenie Modrzejewskiej nie poszedł w ślad wspomnień Łobojki:
„Po Samborze był Stanisławów. Różnił się od innych miast położeniem, czystością ulic, strukturą domów, ilością ładnych kobiet, korsem „pod lipami”. Miał scenę w sali Hotelu – nie w kij dmuchał – Europejskiego”.
Trupa Łobojki bawiła w mieście od drugiej połowy maja do końca czerwca 1862 roku. Józef Szczublewski wspomina o tym, że Helenę Modrzejewską nazywano tego lata „gwiazdą z Sambora” i że była wykonawczynią lubianą przez widzów stanisławowskich:
„Jest też gwiazdą w Stanisławowie. Już nazwano ją – bellissima. „Nasza bellissima”, nasza najpiękniejsza. Owacje, bukiety. Budzi uniesienie wśród dorastającej młodzieży, uczniacy obdzierają z kwiatów ogrody. Zimajer i tu odgania ciągnących za nią amatorów przygody. Podniecająca komediantka nie ma i nie będzie miała spokoju ani w garderobie, ani poza teatrem; jest zbyt ponętna, po prostu nie może nie budzić pożądania, a jako aktorka nie ma prawa nawet się dziwić, że natarczywi uważają ją za łatwą zdobycz; opinia uważa powszechnie aktorki za lafiryndy i nie ma na to rady”.
W tym okresie Stanisławów nie miał jeszcze własnej gazety, dlatego nie możemy ustalić repertuaru Modrzejewskiej. We wspomnieniach starych Stanisławowian odnaleźć można parę słów o występach młodziutkiej Heleny Modrzejewskiej, o tym, jak śpiewała i tańczyła w stroju huzarskim czy też ułańskim na scenie oraz grała na bębenku. Te zapiski dowodzą, że widzowie zobaczyli Modrzejewską jako Anielę w operze „ Maria, córka pułku”.
Tymon Terlecki, opisując występy trupy Łobojki w Przemyślu w roku 1861, też zwracał uwagę na sukces młodej aktorki właśnie w tej roli:
„Modrzejewska zawojowała serca szczeniackiej widowni w operze czy raczej
wodewilu z muzyką Donizettiego Maria, córka pułku.”
Wspomnienia Edwarda Webersfelda uzupełniają ten obraz:
„Po każdym jej zejściu ze sceny waliliśmy w dłonie co sił, a nadto po skończonej sztuce wywoływaliśmy ją nieskończone razy”.
30 czerwca 1862 roku benefisem aktorki zakończono pobyt trupy Łobojki w Stanisławowie.
Grywała Helena Modrzejewska w Stanisławowie i w roku 1863, też nie długo, chyba miesiąc, a stamtąd pojechała do Czerniowiec. Tymon Terlecki pisze, że młoda aktorka:
„W lutym 1863 r.[oku] przystała do trupy Adama Miłaszewskiego w Stanisławowie. Pociągnęły ją tam „główne role i dobra gaża”, ale już po miesiącu błysnęła inna, ponętna, bardziej stała perspektywa. Prawdziwy czy przyszywany baron von Eisenach (bywali wtedy rozmaici, np. tacy, o których mówiło się „po żonie hrabia”), w teatrze Lucjan Ortyński, znany z Nowego Sącza i innych spotkań wezwał ją do Czerniowiec.”
Tak wyglądały pierwsze spotkania aktorki ze Stanisławowem.
Po raz trzeci Modrzejewska zawitała do tego miasta w grudniu 1894 roku – już jako znana aktorka, chluba sceny polskiej. Tym razem Stanisławów mógł ją powitać na scenie własnego teatru, w tym czasie „trzeciej stałej scenie polskiej” w Galicji (po Lwowie i Krakowie).
Budynek teatralny został wybudowany pod koniec roku 1891. Parter sali teatralnej nowego teatru liczył 230 [!] miejsc numerowanych.
Inauguracja zawodowego polskiego teatru w Stanisławowie pod dyrekcją znanego lwowskiego aktora Lucjana Kwiecińskiego odbyła się 18 kwietnia 1892 roku. Był on dyrektorem do grudnia 1893 roku, a po nim do 1898 kierownictwo nad teatrem sprawował aktor i reżyser z Krakowa – Władysław Antoniewski. W roku 1980 „pełnił w teatrze krakowskim obowiązki reżysera” i chyba tam właśnie zaprzyjaźnił się z Heleną Modrzejewską, która występowała na scenie w Krakowie w latach 1885–1891. Na prośbę ówczesnego dyrektora Teatru im. Al. hr. Fredry Władysława Antoniewskiego Helena Modrzejewska pośpieszyła (na własny koszt) do Stanisławowa:
„by bezinteresownie zagrać na dochód tego teatru i gorącem słowem zachęcić publiczność stanisławowską do popierania trzeciej polskiej sceny w kraju”.
Chcę zauważyć, że ta wizyta miała szczególny charakter. Aktorka jeszcze raz udowodniła swe oddanie wobec sztuki teatru, dowiodła, że nie patrząc na światowa sławę, na sukces osobisty, nie przestała dbać o rozwój sceny polskiej.
Wiadomość o przybyciu Heleny Modrzejewskiej zelektryzowała całe miasto, a w prasie stanisławowskiej patetyczne pisano:
„Modrzejewska przyjeżdża! Witając czytelników okrzykiem tym, składamy zarazem hołd wielkiej artystce i wyrażamy radość z jej przybycia do nas, a podziękę szczerą dyrekcji teatru, że bez względu na początek sezonu z ofiarnością iście artystyczną daje nam możliwość usłyszenia mistrzyni słowa, która genialnością, wolą i pracą stała się jedną z pionierek więcej dla rozgłosu imienia polskiego”.
W celu podjęcia znakomitej artystki zawiązał się obywatelski komitet złożony z osób najbardziej zasłużonych. Stanisławów nie chciał być gorszy od innych polskim miast, w których witano aktorkę „po królewsku”.
Modrzejewska jeszcze przed swoim przyjazdem do Stanisławowa została poproszona listownie przez byłego burmistrza Stanisławowa dra Ignacego Kamińskiego, który dobrze pamiętał jej pierwszy sukces aktorski w mieście, aby wystąpiła charytatywnie na rzecz budowy pomnika Adama Mickiewicza. Kamiński pisał w liście z 1 grudnia 1894 roku:
„Dostojna i szlachetna Pani! Pozwól bratankowi założyciela sceny polskiej we Lwowie śp. Jana Nepomucena Kamińskiego, pozwól temu, który Cię dostojna Pani widział w Stanisławowie stawiającą pierwsze kroki na deskach, które się światem zowią, który ówczas, gdy jako pączek kwiatu ledwieś z obsłonek błysnęła, stawiał Ci w gronie przyjaciół horoskop, że zabłyśniesz jako pierwsza gwiazda na horyzoncie sceny polskiej, pozwól temu, który widzi spełnione swoje marzenia, aby złożył u stóp polskiej Rachel i Ristori prośbę gorącą, patriotyczną, która znajdzie głośny oddźwięk w Twoim polskim sercu”.
Usprawiedliwiając się, że prośbie tej zadość uczynić nie była w stanie, Helena Modrzejewska nadesłała Ignacemu Kamińskiemu list, którego treść jeszcze raz dowodzi jej oddania sprawie teatru narodowego:
„Wielmożny i łaskawy Panie! Przepraszam, żem wcześniej nie odpisałam na list pański taki serdeczny i tak dla mnie przyjemny, ale jestem bardzo zapracowaną kobietą i rzadko bardzo, gdy mam wolną chwilę dla siebie. Bardzo mnie wzruszyła pamięć pańska i z całego serca dziękuję za życzliwość okazywaną mi tak dzisiaj, jak w owych czasach, kiedy stawiałam pierwsze kroki na drodze zawodu scenicznego. Co do sprawy, o której Wielmożny Pan wspominasz, to jest o wystawieniu pomnika na cześć Wielkiego Mistrza Adama, nie potrzebuję zapewniać, że ma moje gorące poparcie – ale ani czas, ani środki, ani siły, nie wystarczają, aby się przyczynić do wszystkich pięknych celów wymagających ofiar, czy to jednostek czy ogółu.
Już to bardzo mi było trudno wybrać się na jeden wieczór do Stanisławowa, lecz uczyniłam to dlatego, iż sądzę, że instytucja taka jak teatr stały polski w Stanisławowie, jest rzeczą konieczną z wielu względów, a przy tym mniemam, że sama będąc artystką dramatyczną, pierwsze mam obowiązki wobec moich współbraci, zasługujących a potrzebnych, którzy skądinąd mało znajdują poparcia.
Drugiego zaś wieczoru zostać nie mogłam, ponieważ w środę musiałam już rozpocząć moje próby w Krakowie, według poprzedniej umowy. Załączam wyrazy głębokiego szacunku i poważania, pozostając życzliwą sługą”.
List Modrzejewskiej jest szczery, otwarty i prawdziwy. We Lwowie nie miała ona wolnego czasu i napisała o tym do Anny Wolskiej: „Byłam zajęta od rana do późnej nocy. Grałam zapamiętale – uczyłam się nowych ról i chodziłam na próby”.
Tylko co skończywszy lwowskie występy, w drodze do Krakowa, po dwudziestu trzech przedstawieniach, nie patrząc na zmęczenie i wykończenie fizyczne („a wiesz, jak się przyjdzie z teatru, to się ręką, ani nogą ruszyć nie chce”), przyjechała Modrzejewska 3 grudnia 1894 roku do Stanisławowa. Obywatelski komitet, który zawiązał się celem przyjęcia znakomitej aktorki, witał ją na dworcu kolejowym:
„Znakomita artystka przybyła do Stanisławowa w poniedziałek 3 grudnia 1894 roku popołudniowym pociągiem wespół z mężem swoim hr. Chłapowskim i z artystami pp. Żelazowskim, Hierowskim i Jaworskim. Na dworcu powitał ją w imieniu teatru p. Antoniewski, a w imieniu komitetu zajmującego się jej przyjęciem redaktor „Kuriera Stanisławowskiego” p. Józef Wierzejski. Po spożyciu na dworcu w salonie barszczu, odjechała p. Modrzejewska przygotowaną dla niej karetą, mającą na koźle dwóch strojonych krakusów, do hotelu „Imperial”, gdzie, aż do odjazdu ze Stanisławowa, który nastąpił we wtorek wieczorem pociągiem pospiesznym, zajęła kwaterę.”
A wieczorem 3 grudnia 1894 roku Helena Modrzejewska zagrała rolę Amelii w Mazepie Słowackiego. Sala teatralna była oświetlona, pięknie udekorowana i szczelnie nabita publicznością. Wśród widzów bardzo wielu przybyło z dalszych okolic, np. z Kołomyi. Dla Modrzejewskiej przysposobiono osobną, prześlicznie przystrojoną garderobę. Recenzent „Kuriera Stanisławowskiego” informował:
„Ukazanie się na scenie znakomitej artystki, przyjęła publiczność hucznymi oklaskami, które się bezustannie powtarzały. Po czwartej odsłonie nastąpiła owacja dla artystki na scenie. Ofiarowano jej od stanisławowskiej publiczności olbrzymi wieniec, a stosowną przemowę wypowiedział adwokat, dr Lorsch”.
Potem wręczono jej wieńce od artystów Teatru im. Al. hr. Fredry. Jego dyrektor, Władysław Antoniewski wygłosił piękne przemówienie. Towarzystwo Muzyczne imienia Stanisława Moniuszki i Towarzystwo Miłośników Muzyki imienia Fryderyka Chopina też obdarowali Helenę Modrzejewską wspaniałymi bukietami. Aktorka, podziękowawszy za owację, zwróciła się do publiczności i w ciepłych, serdecznych słowach przemówiła, prosząc o poparcie polskiego Teatru im. hr. Al. Fredry w Stanisławowie:
„Przybyłam do Was rodacy raz dlatego, ażeby wystąpić na trzeciej stałej scenie polskiej w kraju, a potem na prośby kochanego kolegi, Waszego dyrektora. Lecz na co obwijać rzecz w bawełnę: przybyłam, ażeby mu dopomóc. Wiem, jak trudne jest jego stanowisko, wiem, że mimo ofiarności Waszego miasta i powiatu walczy o każdy dzień istnienia swojego teatru. A walczy nie tylko z trudnościami natury finansowej, ale także z apatią publiczności. Darujcie mi, że śmiem Wam to powiedzieć, Wam, coście tak licznie przybyli mnie oglądać. A ja, zamiast Wam dziękować, proszę Was, darujcie moją śmiałość i prośbę weźcie tak, jak ja ją do Was zanoszę: „Wspierajcie Wasz teatr, to szkoła języka i ducha narodowego”. A Wam zacni panowie i Tobie drogi dyrektorze składam serdeczne dzięki za cześć, jaką mi wyświadczyliście”.
Modrzejewska, zdecydowawszy się wystąpić w Stanisławowie w grudniu 1894 roku, wybrała tragedię Słowackiego „Mazepa”. Co ciekawe, rolę Amelii, Modrzejewska zagrała po raz pierwszy w maju 1863 roku w Czerniowcach. Był to:
„Samodzielny wybór czerniowieckiej primadonny w repertuarze Słowackiego, wczesne wejście w obszar wysokiej tragedii. Sukces nie musiał być nadzwyczajny, zaledwie „całkowicie sprostała koturnowi wielkiego tragizmu”.
Niestety, postać Amelii z dramatu Juliusza Słowackiego „Mazepa” Helena Modrzejewska grała stosunkowo rzadko i to na początku swej kariery w Teatrze Wielkim w Warszawie. Wiadomo, że 1 maja 1872 roku odbył się „debiut Słowackiego na warszawskiej scenie”. Wystawiono „Marię Stuart”, w której aktorka wystąpiła w roli tytułowej. 12 maja 1872 odbyła się warszawska prapremiera III aktu dramatu Słowackiego „Mazepa” (Modrzejewska zagrała rolę Amelii). W czasopismach pisano o aktorce, że ona jest „stworzona dla tej roli”, a Józef Kotarbinśki uważał, że:
„głęboki liryzm i poetyczna uczuciowość Modrzejewskiej można porównać z tęczowo przejrzystymi barwami Słowackiego, którego była idealną interpretatorką”.
Nie patrząc na sukces, rolę Amelii Modrzejewska zagra w Warszawie jeszcze tylko dwa albo trzy razy. Przez szereg lat aktorka grała na scenach teatrów zagranicznych utwory wielkich dramatopisarzy, lecz nie było w jej repertuarze dramatów Słowackiego, którego słowa tak wiele dla niej znaczyły. Dlatego może zależało jej na tym, aby występ w Stanisławowie miał miejsce w sztuce polskiej i wybór padł na rolę Amelii. Jeden z miejscowych krytyków podkreślił szczególny charakter tej roli, trudności, które powinna była pokonać wykonawczyni:
„Trzeba było istotnie artystki tej miary co Modrzejewska, aby z postaci Amelii, jakkolwiek tchnącej do głębi duszy wzruszającym liryzmem, prostotą i wdziękiem, jednakowoż mdłej a tragicznej tylko chyba w swej bierności, zrobić istotę uduchowioną i żywą, że potrafiła z mistrzostwem pokonać trudności, jakie poeta napiętrzył w tej kreacji”.
Modrzejewska, zdaniem krytyka, stworzyła cudowny obraz kobiety kochającej i cierpiącej:
„Amelia p. Modrzejewskiej była kobietą, której tylko smutek do twarzy, a ciernista korona życia, to strój potrzebny jej do ucieleśnienia przeczystego piękna, które jest tylko źródłem bezgranicznego cierpienia, dla nich samych i dla tych, co je kochają… Taką Amelię odczuliśmy w przepięknej misternej grze p. Modrzejewskiej, podziwialiśmy szlachetną deklamację, nadzwyczajną dystynkcję widoczną w każdym ruchu, każdym spojrzeniu artystki, niepokalaną liryzmem naturalność i czysty jak łza liryzm”.
Rolę sobiepańskiego wojewody odegrał Roman Żelazowski, wojewodzina Zbigniewa – Stanisław Hierowski, króla bawidamka Jana Kazimierza – Władysław Jaworski, wszyscy znani i lubiani aktorzy teatru lwowskiego.
Ważnym wydarzeniem dla teatru stanisławowskiego było również uczestnictwo aktorów miejscowej trupy w przedstawieniu obok tak znanej gwiazdy sceny polskiej. Postać kasztelanowej zagrała Helena Tańska, w roli Jana Mazepy, przedstawiciela złotej dworskiej młodzieży, pazia królewskiego, wystąpił młody aktor Teatru im. Al. hr. Fredry – Ludwik Wostrowski (i nie zawiódł pokładanych w nim oczekiwań):
„Tytułowa rolę odegrał p. Wostrowski. Z wielką przyjemnością zaznaczamy, że piękne nadzieje rokujący ten artysta stanął na wysokości zadania swego i w zupełności dostrajał się do gry znakomitych artystów gości. Gra jego była pełna swobody i męskiego wdzięku – jednym słowem – bardzo sympatyczną”.
Wojciech Brydziński, później znany artysta polski, który „należał niewątpliwie do galerii wielkich aktorów połowy XX wieku”, odegrał w tym przedstawieniu maleńką rólkę pana Paska:
„[…] w stanie tak nieprzytomnej ekscytacji, że przewrócił stolik, posłał w powietrze puchar napełniony dla Mazepy, na szczęście urojonym winem, i suflerka chwytała go w locie (puchar, nie Mazepę i wino)”.
Po przedstawieniu zaproszono Helenę Modrzejewską wraz z całym towarzystwem na bankiet, który urządzono dla niej w sali kasyna polskiego w Stanisławowie. Dziennikarz „Kuriera Stanisławowskiego” dokładnie opisał tę imprezę:
„Przy dźwięku muzyki wojskowej zasiedli przybyli uczestnicy bankietu w liczbie czterdziestu do kolacji i wspólnej pogawędki, która się przeciągnęła do drugiej w nocy”.
Na bankiecie bawiła cała „śmietanka” towarzyska Stanisławowa „pod batutą” ówczesnego starosty. Nie zapomniano o notariuszu, inspektorze kolejowym, dyrektorze stanisławowskiego urzędu skarbowego. Obok nich w przyjęciu uczestniczyli: prezes Towarzystwa Muzycznego imienia Stanisława Moniuszki Bolesław Szamejt, mecenat i pianista, założyciel owego Towarzystwa Muzycznego w Stanisławowie baron Franciszek Romaszkan, artyści i artystki miejscowego teatru razem z dyrektorem Władysławem Antoniewskim, stryj Ostapa Ortwina – adwokat dr Leon Katzellenbogen. Przyjechał nawet powieściopisarz Kajetan Abgarowicz, znany pod pseudonimem Abgar-Sołtan, który swego czasu pobierał nauki w szkołach stanisławowskich. Pierwszy toast na cześć artystki wzniósł w imieniu miasta zastępca burmistrza dr Konkolniak, a później swój wierszowany hołd wygłosił stanisławowski dziennikarz i poeta, Emanuel Nelin Gordziewicz:
Twej osobie o Dostojna Nikt się nie ostoi, Boś Heleno imienniczką Najpiękniejszej z Troi. I jak ongi, ta mityczna, Tak Ty nowszą dobą, Cudnym głosem wabisz … Za swoją osobą! Budzisz zapał do sztuk pięknych W Pilawitów grodzie, Antoniewski po raz pierwszy Ma dziś „plus” w przychodzie. Jednym ruchem Twym podbijasz Widzów i krytyków, A grą ściągasz do teatru … I paralityków! Że w świątyni Melpomeny Gdzie wciąż pustki czarne, Panowało dziś z natłoku … W zimie lato skwarne! Niczym przecież i ten upał Wobec słów Twych ciepła, Wobec nich do czynu stanie Publiczność zakrzepła. I utrzyma się na zawsze Nasza trzecia scena Gdy ją wspiera sercem szczerym Lechicka Helena!
Na te słowa Helena Modrzejewska wniosła toast na zdrowie Władysława Antoniewskiego, zacnego dyrektora teatru w Stanisławowie. Bawiącym się na tym przyjęciu bardzo też przypadł do gustu toast „teatralny” Romana Żelazowskiego, który pił „zdrowie stanisławowskiej publiczności”. Później, już do końca zabawy, „nastąpiła między biesiadnikami swobodna pogawędka”.
„Stanisławowski” epizod w długim i błyskotliwym życiu artystycznym Heleny Modrzejewskiej zajmuje mało miejsca, często nawet nie jest odnotowywany w poważnych pracach. Tym niemniej, przybyciem swym do małego prowincjonalnego miasteczka dała Modrzejewska dowód wielkiej ofiarności i patriotyzmu. Dla polskiego Teatru im. Al. hr. Fredry jej występ był wydarzeniem decydującym o jego losie. Następnego dnia, 4 grudnia 1894 roku, opuściła Modrzejewska miasto, udając się na występy gościnne do Krakowa, które rozpoczynała 8 grudnia 1894 roku.
Referując głosy mieszkańców Stanisławowa, nieznany autor, pod pseudonimem Alfa trafnie zapisał:
„W dziejach Teatru im. Al. hr. Fredry zaznaczył się w ubiegającym tygodniu fakt doniosły, który nie pozostanie bez wpływu na jego istnienie i dalszą działalność. Święcił on niezwykłą uroczystość, bo oto pierwszorzędna gwiazda europejska, artystka w najpełniejszym znaczeniu tego słowa, przybyła, by na jego scenie roztoczyć całą głębię uczucia wstrząsającego słuchaczem, odsłonić przed oczyma jego duszy jedną z najpiękniejszych i najidealniejszych postaci Słowackiego, odkryć daleki szlaki, na jakich artyzm opiera skrzydła swoje”.
W styczniu 1895 roku w swoim sprawozdaniu do Wydziału Krajowego Sejmu we Lwowie Władysław Antoniewski również wspominał o szlachetnym uczynku wielkiej artystki:
„Rok sprawozdawczy pomimo tego skończył się znacznym deficytem pokrytym w nadziei lepszej przyszłości kredytem osobistym i ofiarnością Pani Heleny Modrzejewskiej, której występ uratował instytucję od grożącej jej katastrofy”.
Teatr stanisławowski uratowany 3 grudnia 1894 przez Helenę Modrzejewską od bankructwa finansowego działał do 1898 roku. Artyści i dyrektor walczyli o przetrwanie, lecz zostali pokonani przez apatię publiczności i materialne problemy (wskutek tego zawodowy teatr przestał istnieć). W Stanisławowie w pełni zawodowy teatr polski pojawił się dopiero w roku 1933.
Kontakt
1628836 odwiedzin od 5 stycznia 2004 roku
Google Search

WWW stanislawow.net