Maurycy Gosławski - poeta powstaniec

Kliknij aby powiekszyć
Maurycy Gosławski
Urodził się we Frampolu w okolicy Kamieńca na Podolu, 5-tego października 1802 roku. Brał udział w kampanii tureckiej pod Dybiczem, a w czasie powstania listopadowego służył w legii Wołyńsko - Litewsko - Ruskiej i był w Zamościu do końca oblężenia, a po kapitulacji został zesłany w głąb Rosji jako jeniec wojenny. Uratował się ucieczką do Galicji i przebywał w cyrkule czortkowskim, skąd wkrótce udał się do Francji. W rok później wrócił na prawy brzeg Zbrucza z kilkoma towarzyszami, a następnie zbrojnie przedostali się na lewy brzeg tej rzeki.
To przedsięwzięcie było nieudane i sprowadziło liczne aresztowania w Galicji. Czyn ten wielu przepłaciło życiem, niektórzy zdrowiem. Jednym z pierwszych ofiar był Gosławski, który w krótkim czasie, mając 27 lat zmarł w więzieniu w Stanisławowie na tyfus, dnia 17 listopada 1834 roku. Chorobą zaraził się w kryminale podczas pielęgnowania chorego współwięźnia i towarzysza wyprawy. Dopóki był więziony w Zaleszykach, gdzie ówcześnie starostą był Nidecki dopóty pobyt Gosławskiego w wiezieniu był znośny. Kiedy został przeniesiony do Stanisławowa pod dozór starosty Milbachera, pobyt jego w więzieniu stał się bardzo uciążliwy. Starosta utrudnił mu wszelkie kontakty z rodakami chcącymi przyjść mu z pomocą w czasie choroby. Obchodzono się z nim srogo, traktując go jak zbrodniarza. Śmierć Gosławskiego władze miejskie trzymały w tajemnicy i dopiero po kilku dniach mieszkańcy dowiedzieli się o jego zgonie. Pomimo usilnych próśb obywateli miasta, starosta Milbacher nie zezwolił proszącym wyprawienia zmarłemu należnego pogrzebu. Władze miasta rozkazały, aby rano, potajemnie pochować go jak prostego kryminalistę. Jednak stało się całkiem inaczej. Powiadomieni obywatele przez zacnych i gorliwych patriotów m. in. Andrzeja Przybysławskiego i Teofila Wiśniowskiego, zjechali się tłumnie do Stanisławowa i 19 listopada rano zebrani mieszkańcy dostrzegli, iż na prostym wozie, w trumnie przykrytej słomą, przywieziono ciało Goławskiego do cerkwi na przedmieściu. Leon Zienkowicz uprosił księdza Pokłodowskiego, ażeby nie zaczynał nabożeństwa, póki nie da mu znać, kiedy przyjaciele i koledzy zmarłego, za którego duszą chcą zanieść modły ostatnie, poschodzą się… Ksiądz nie tylko nabożeństwa nie przyspieszał, lecz przyozdobił światłem katafalk, przywołał swoich wikarych, diaków, poddiaków i rozpoczął odprawiać modły, paraktazy itd., tak że aż do południa, a może i dłużej, przeciągnął nabożeństwo.
Po ukończonych ceremoniach w cerkwi, wyniesiono ciało na skromny karawan, zaprzężony w chłopskie konie, tymi co zmarłego z kryminału do cerkwi przywieźli. Na publiczności zrobiło to ogromne wrażenie. Ubogim karawanem szły piechotą najpierw panie w aksamitach, sobolach i innych kosztownościach, a za nimi tłumy mężczyzn.
Kiedy kondukt wszedł na cmentarz, uczestnicy zastali grób dla Gosławskiego już w połowie przez kryminalistów wykopany. Mężczyźni odebrali więźniom rydle i dalszą robotę kończyli sami. Przed spuszczeniem do grobu, do trumny przystąpił Leon Zienkiewicz, który dopełnił prośbę, jaką nałożyła mu panna Marianna Bieńkowska, prosząc go  jeszcze kiedy byli w cerkwi, aby przed spuszczeniem do grobu ciała zmarłego, otworzył trumnę i  doręczone mu przez nią, zawiniątko owinięte w papierze włożył Gosławskiemu pod głowę. Co w tym było? - tego Marianna Bieńkowska nigdy nikomu nie powiedziała.
Leon Zienkowicz wykonał prośbę. Trumnę kazał otworzyć, a  w niej zobaczono Ułana Polski. Zawiniątko włożył pod głowę Gosławskiego.
Wszystkich ogarnęło ogromne wzruszenie, a Leon Zienkowicz zawołał: "Oto jeszcze jeden oficer polskich ułanów wydarty Ojczyźnie! Pozwólcie, kochani Bracia i kochane Siostry, iż stary żołnierz polski, narodowej służby, pożegna was w imieniu zmarłego, patrzącego zawsze na was towarzysza broni i pocieszy nadzieją, że także po śmierci nie przestanie on służyć ojczyźnie".
Płacz i jęki zgromadzonych zastąpiły zmarłemu łzy żalu, pożegnania rodziny i ojczyzny. Na koniec zamknąwszy trumnę nad nieodżałowanej pamięci kolegą, spuszczono ją do wiecznego miejsca.
Wspomnienia o Maurycym Gosławskim:
Treść listu pani L. S. z Hr. P. 7 stycznia 1860 r.
Nie znałam Maurycego Gosławskiego za życia jego, ale widziałam go po śmierci podczas pogrzebu w Stanisławowie, a widziałam tak dobrze, iż mi się zdaje, że go widzę dziś jeszcze patrzącego na nas oczami duszy swojej. Był oblicza miłego, twarzy ściągłej, włosów ciemno-lnianych, oczy miał niebieskie, w powstaniu nosił wąsy a w więzieniu zapuścił brodę. Skromna, zwykle czarna czamarka, była jego ulubionym ubiorem; lecz rodacy ubrali go po śmierci w mundur narodowy ułański, i w nim śród napływu bardzo licznego obywatelstwa miejscowego i okolicznego, z wielkiem pochowali współczuciem. -
Wyjątki z listu pana J.R. z dnia 14 czerwca 1859r.
Nie posiadam żadnych piśmiennych szczegółów dotyczących żywota ś. p. Maurycego Gosławskiego; to wiem tylko, iż lat temu prawie już 25 , jak umarł na tyfus w więzieniu austryackiem w Stanisławowie, do którego zanim się dostał, bawił w domu naszym kilka miesięcy. Ja byłem wtedy młody, szczęśliwy i kontent z jego towarzystwa; bo był to człowiek nadzwyczajnie miły, wesoły, dowcipny, a przytem kochający się wiecznie, jak wszyscy poeci. To wszystko łacno do mnie przystało. Jeździliśmy, polowaliśmy, bawiliśmy się, jednem słowem: hulaliśmy po całych dniach i nocach. 0 rzeczach poważniejszych nie było czasu myśleć, chyba że poeta wpadł w zapał i zaimprowizował fantazyę jaką; a zresztą, któż się spodziewał, że los, los jak widzę, szczęściu zawistny, tak niespodzianie i tak prędko miał nas pozbawić najserdeczniejszego przyjaciela. Nie było starań, których bym nie użył, żeby go odwiedzać w więzieniu, ale te wszystkie ten tylko sprowadziły skutek, żem wpadł w podejrzenie o jakieś z więźniem knowania, i z tego powodu kilka razy przesłuchiwany byłem; aż nareszcie śmierć Gosławskiego położyła koniec jeżeli nie dla wszystkich jego przyjaciół, to przynajmniej własnym jego najdotkliwszym prześladowaniom. Słyszałem z ust jego lub czytałem w drukach i rękopisach wszystkie poezye jego, a Odstępcę inaczej Renegata posiadam w oryginale czyli w własnoręcznym odpisie autora, ale tej jedynej po nim pamiątki za nic w świecie z rąk moich nie dam. Co do charakteru Gosławskiego, był to człowiek gotów na wszelkie ofiary i poświęcenia; - czyj przyjaciel, to już przyjaciel bez granic; - mnie był bardzo pokochał i wiele doznałem dowodów jego przyjaźni, których wtedy ani czuć ani ocenić jeszcze nie umiałem; za to też dzisiaj na każde o nim wspomnienie łzę uronię i mówię sobie w myśli: o Czemuż dziś nie ma przyjaciela mojego?
List pana A. B. 1. Października 1859 r.
Znałem Maurycego Gosławskiego i  przeżyłem z  nim wiele chwil ważnych. Znałem go w Warszawie, kiedy drukował i spalił swoje poema opisowe: Podole; - znałem go podczas powstania, kiedy składał: Mazury Obozowe; - i znałem go w Galicyi kończącego: "Renegata" i piszącego; Banko. Był to człowiek niezwyczajnego charakteru; słodki i kwaśny w pożyciu, tak że kobiety żartując nazywały go raz: karmelkiem, a drugi raz: kwaśnym jak ocet. Ja bym porównał go do dnia, w którym burza walczy z pogodą. Widzisz niebo czyste, jasne, niebieskie, w tem zesunęły się chmury, zaczernił się widnokrąg, tłuką się wzajem ciemno-barwne chmury, szumią wichry, bije grad, leją wody, błyskawice ze grzmotem przeszywają powietrze, padł piorun jeden, drugi i dziesiąty, jeden straszliwszy od drugiego, i oto uciszyło się znowu, pogoda w górze, pogoda na dole i po bokach, słońce świeci tak czysto, jak gdyby żadną chmurką od roku zacienione nie było; lubo, miło, cicho do koła; - oto jest życie, oto są poezye Gosławskiego. Rozkochany w swem rodzimem Podolu, o nim pisał i marzył ciągle. - Seweryn Goszczyński, uderzony tym rozmiłowaniem się poety: - " Gosławski, powiada, zamierzył sobie opiewać swą rodzinną ziemię: Podole - zostać poetą narodowym podolskim. - Nie mamy nic przeciwko podobnym chęciom; bo jeżeli poecie wolno obrać za przedmiot swoich natchnień jedną osobą, równie wolno wybrać z całej ziemi jedną okolicę, ale potrzeba zachować najgłówniejszy , wyraźnie dziś uznany warunek poezyi - prawdę, a Gosławski wpadł na drogę owych francuzkich romansistów idealizujących nad zakres człowieczeństwa swoje bohatery. -" Ale Goszczyński, kiedy to pisał, nie znał jeszcze ani Renegata, ani Banko - on sądził Gosławskiego z jego Podola, z Tęsknoty, z ułamku Powieści Kordesza, a Gosławski należał do rzędu poetów, którzy z wiekiem nie cofają się, lecz postępując naprzód , zostawiają po sobie żal, iż skończyli zawcześnie. Skończył zawcześnie Maurycy Gosławski, skończył w więzieniu, obciążony kajdanami, śród szczęku żelaza wrogów Ojczyzny, ale pamięć jak prace i zasługi jego pozostaną między nami na wieki.
List pana F. Ch. 8 Października 1859 r.
Jeszcze w miesiącu Maju b. r. otrzymałem był za pośrednictwem p. kapitana G. wezwanie, względnie zajęcia się wyszukaniem szczegółów i dat odnoszących się do życiorysu ś. p. Maurycego Gosławskiego - jak niemniej prac jego literackich dotąd drukiem nie ogłoszonych, a które zestawione razem, mogłyby obznajomić współziomków z krótkim ale chwalebnym żywotem tego wieszcza - żołnierza.
Składam naprzód podziękę za tak dla mnie zaszczytne wezwanie, które może tylko dla tego, w części przynajmniej wykonać byłem w stanie, iż ś. p. Gosławski przebywając czasami w domach tak moim, jak rodziny mojej i przyjaciół moich, pozostawił między nami pamięć po sobie chwalebną i serdeczną - a tym sposobem ułatwił mi możliwość ściągnięcia szczegółów pożądanych. Gdy wszakże w kilku domach czynić musiałem odnośne poszukiwania listowne, to więc sprawiło, że aż do dziś dnia ociągałem się z przedłożeniem ich rezultatu, a który jest następujący :
1. Co do materyałów posłużyć mogących do życiorysu ś. p. Gosławskiego, składam w załączeniu kilka listów od różnych osób łaskawie mi nadesłanych. Listy te zdają się wyczerpywać dostatecznie materyały do życiorysu potrzebne. Jedna tylko okoliczność co do miejsca i roku urodzenia poety dotąd z pewnością wyjaśnioną być nie mogła.
2. Co do prac literackich Gosławskiego, tedy takowe, oprócz drukiem ogłoszonych w Warszawie 1820 r. pomiędzy któremi najważniejszem jest poema opisowe pod tytułem: Podole, oraz Poezyi Ułana Polskiego, drukowanych w Paryżu 1833 r. przesłanemi zostały p. Leonowi Zienkowiczowi, wydawcy Żywotów Narodowych w Paryżu, dwa poemata Gosławskiego, do onego czasu w rękopisach tylko przechowujące się: l. Renegat czyli Odstępca i 2. Banko inaczej: Polska w Banku. Z nieogłoszonych drukiem posiadam kilka wierszy ulotnych, które w odpisie z przyjemnością, tutaj załączam, wraz z dodatkami wyjętemi z własnoręcznego rękopisu autora, a które dla pewnych czasowych względów w  wydaniu paryskiem kropkami tylko oznaczone były.
J. Ch.
W zakończeniu należy dodać, iż  postać Gosławskiego nie była uderzającą. Blady, miernego wzrostu, chudy, rysy mocno wydatne a potężne wąsy zakrywały całkiem usta i zęby okopcone ciągłym paleniem fajki. W rozmowie był przyjemny, ale sarkastyczny. Biada temu kto mu dokuczył. Odważny do zuchwałości, dla przyjaciół wylewny, do wszelkich poświęceń gotów w każdej chwili a w pożyciu domowym łatwy i miły. Prawdziwy jego talent rozwinął się dopiero w chwilach nieszczęścia i klęski narodowej. Miał nie tylko wysokie zasługi wojskowe, poetyczny talent, ale piękny charakter publiczny i prywatny. Ile to już upłynęło lat jak 19 listopada 1834 roku wiekopomnej pamięci Maurycego Gosławskiego serdeczni oddani przyjaciele i mieszkańcy Stanisławowa złożyli do wiecznego spoczynku. Wspomnieć też należy, że przez ćwierć wieku od pochówku wieszcza żadna żywa dusz o nim nie wspomniała, chyba gdzieś prywatnie, po cichu przekazując sobie "Odstępcę" lub "Sępa Sybiru".
Kliknij aby powiekszyć
Pomnik
Kliknij aby powiekszyć
Tablica pamiątkowa
Chorągiewka (fragment) Widzisz, dziewczę, chorągiewkę, Co przy mojej lancy drży? Zaśpiewam ci o niej śpiewkę: On a piękna, tak, jak ty (…) Nie płacz, luba bywaj zdrowa! Łzy na cięższe zostaw dnie; Co Bóg sądzi - bądź gotowa - Może wrócę, może nie - (…) Rok przeminął, dziewczę płacze, O nim nikt nie umie rzec, Poległ gdzieś, lub dni tułacze W obcej ziemi musi wlec. I po czterech świata końcach, Czterem wiatrom w tropy leć, Jeśli o Polski obrońcach Pragniesz, dziewczę, wieści mieć. Tam ci powie o nim może Grób, nieznanej ziemi, Dzikie Afryki bezdroże, Lub z sybirskich która z min. Bo Bóg dobry i w nagrodę Za tyle łez, krwi i strat, Za Ojczyznę, za swobodę, Dał tułaczom w zamian świat. Maurycy Gosławski, Chevincent, lipiec 1832 roku
Materiały zebrał i opracował:
Rajmund Piżanowski
Informacje źródłowe dostępne w redakcji
Kontakt
1748531 odwiedzin od 5 stycznia 2004 roku
Google Search

WWW stanislawow.net