Olga Ciwkacz

Uniwersytet Przykarpacki im. W.Stefanyka

Z dziejów prasy

Najstarsza gazeta stanisławowska

W okresie międzywojennym dr Józef Grabowski, który w tym czasie był kustoszem Muzeum Pokuckiego w Stanisławowie oraz dyrektorem Biblioteki Miejskiej im. w. N. Smagłowskiego dotarł do archiwum pani, inż. Marii Baumowej ze Lwowa. Ona udostępniła mu egzemplarze starej gazetki stanisławowskiej. Materiały pochodziły z archiwalnych dokumentów rodziny Marii Baumowej, z domu Jagremanówny, z miejscowości Łuki nad Dniestrem. Stanowiły one własność po Teodorze z Zachariasiewiczów - Abgarowiczowej, Ormianki, zamieszkałej w Stanisławowie.
Gazetka była pisana ręcznie pismem czytelnym na czterech stronach arkusików papieru białego o odcieniu seledynowym lub żółtym. Wymiary tych stron wynosiły: 44,5 cm długości i 14 cm szerokości, oprócz jednego, ostatniego, który jest tylko 29 cm. długi a 11,5 cm szeroki i pochodzi z 8 lipca 1849 roku.
Najstarsza gazetka, jak przypuszczał dr Grabowski, musiała "pochodzić z roku 1845".
Tak było wydobyte na światło dzienne - "najstarsze z dotychczas znanych, pismo stanisławowskie". Nie była to gazeta w dzisiejszym tego słowa pojęciu: przede wszystkim nie był to druk, tylko rękopis i to nie rękopis przeznaczony do druku; lecz samoistny, który w formie pisma odręcznego pana redaktora docierał do kilku, kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu abonentów - czytelników.
W latach 30-ch ubiegłego stulecia zachowało się tylko parę egzemplarzy tego niezmiernie ciekawego pisemka, które rzucało garść światła na życie Stanisławowa w pierwszej połowie wieku XIX, okresu najmniej znanego badaczom: pochodzą one, bowiem z okresu lat 1845 - 1849.
Tę najstarszą gazetę stanisławowską redagował i pisał również pan Jan Tomanek, aptekarz stanisławowski, względnie ktoś pochodzący z rodziny Tomanków, aptekarzy. Jan Tomanek nadawał swojej gazetce, w której zamieszczał wiadomości ze świata, kraju i Stanisławowa najrozmaitsze tytuły: zwał ją Gazetą Stanisławowską, Nowinkami Stanisławowskimi, Rozmaitości, wreszcie Plotki z wielkiego miasta.
Dr Grabowski udostępniwszy czytelnikom treść tej gazetki zaznaczył, że będzie drukować ją w całości, zachowując wiernie ortografię, gramatykę i cechy stylowe, aczkolwiek zdaniem Grabowskiego zawarte w nich treści niejednokrotnie kłóciły się z normami współczesnej gramatyki i stylistyki.
Dokończywszy druk pierwszej części tej gazetki dr Grabowski zauważył, że redaktor Jan Tomanek, który tak haniebnie pisał po polsku, niegramatycznie i nieortograficznie nie popełnił żadnego błędu w języku niemieckim. Nasuwał się wniosek że był wychowywany w Austrii, albo w Czechach. Wówczas w Stanisławowie do dziennikarstwa brali się przede wszystkim ci, którzy nie znali dostatecznie języka polskiego. Dr Grabowski jako naukowiec chciał, aby jego przedruk spełniał funkcję oryginałów, albowiem rękopisy mogą ulec zniszczeniu. Możemy dodać, że dr Jozef Grabowski miał słuszność. Niestety, los tej gazetki stał się niewiadomy. Ewentualnie tych kilka egzemplarzy zginęło w czasach II wojny światowej. Dlatego wiadomości o istnieniu najstarszej gazety stanisławowskiej są nadzwyczaj cennym materiałem i wszystkie cytaty z tego druku podajemy też z zachowaniem cech pierwodruku.
Gazetka Jana Tomanka donosiła czytelnikom stanisławowskim wiadomości ze świata, a my z jej treści możemy wywnioskować, jakie nowiny docierały do Stanisławowa w pierwszej połowie wieku XIX, oraz czym interesowała się stanisławowska społeczność.
W jednej z gazetek Jan Tomanek podawał, z jakich przyczyn zamieszczał w nich wiadomości z różnych krajów: "Stanisławów nam tak mało interesującego podaje, że ośmieliłem się pomieścić wyciągi z innych gazet. "
Może, dlatego, według redaktora, czytelnik stanisławowski powinien znać, co się dzieje w Chinach a prawda tej wiadomości ma wyraźny przysmak zwykłej anegdotki:
"Dobiegłem wiedzą z doniesień podrożnych aż do Chiny i udzielam takowe jako nader warte wiedzy: Oto mówi podróżny że wielkie wiadomości Chinczycy dosięgają przez nadzwyczajną pilność i wytrwałość. - Pierwsze lata szkolne poświęcają młodzi chińczycy do nauk na pamięć kanonicznych xiążek; 6 innych lat uczą się wyrazów gorniejszego stylu w mowie; inne lata do robót rozmaitych. Długo już przed świtem widziałem mówi chińskich studentów, że odspiewują już nabożne xiążki, a do poźna w noc to samo czynią. Opowiada że zastał jednego, który swoje włosy do balka u powały uwiązał, aby nie zadrzymał. Inny miał mieć za zwyczaj, że igłe sobie w udo wepchnął, jak go sen zmorzył. Widział chłopaka że xiążkę swoją do rogów woła przywiązał, by idąc za pługiem mógł się uczyć. Uwięzionego widział, ten sobie dziurke w ścianie wydrążał aby światło mu dochodziło do czytania. Inny widząc że siły talętowe jemu niewydołają nadanym sobie naukom, wziął się do pracy ręczny; jednego razu widział kobiete co kawał żelaza o kamień tarła. Zapytał ją co czyni Ta mu odpowiedziała że może go tak długo o kamień trzyć aż z niego igłe zrobi. Cierpliwość kobiety była jemu tak przekładną że powtórnie się wziął do nauk i dostąpił wysoką postawę u rządu."
Czytelnik stanisławowski mógł zaznajamiać się z wiadomościami politycznymi z czasów "Wiosny Ludów". Redaktor dwukrotnie umieścił obszerne opisy wydarzeń rewolucyjnych ich początek i dalszy ich ciąg. Tu Jan Tomanek zaznaczył źródła swojej wiedzy:
Z listu do P. Czuczawy równie z innych wiary godnych wywidujemy się z Wiednia z dnia 15go t.m. Że  wojsko licznie obsadziło wrota miasta, Glasi, i Baszty. Nacionalna gwardyja do 20.000 wyrzuszyła równie. W universytecie rozdawano, jakoby w obozie ostre naboje, ładowano broń - wojsko bratało się z gwardyami, samo żołnierze rozdawali jem patrony. Rząd sam widział że na swoje siłe wojskową niewiele może liczyć, przy takim rozwinięciu siły w ludzie. Na wielu miejscach stał lud z narzędziami do wyrywania kamieni z ulic t.j. Z bruku i układania barykad. Robotnicy oczekiwali każdej chwili rozkazu akademików do wybuchu. Duch rozpalał się groźny widocznie. - Sklepy i kamienicy pozamykano, nawet bank Nationalny do którego nawałem lud się cisnął by banknoty mieniać zamknięto. - Gielda była równie zamknięta. Od 4-tej do 7-mej wieczór czekano jeszcze dość spokojnie na deputacyie wysłaną do P. Pillersdorfa. Niecierpliwość i oburzenie wzmagało się widocznie. Iłość Gwardyi i mieszkańców rosła znacznie. Uderzeniem w bębny i wmarszyrowaniem na plac Jozefa, Graben i Kohlmarkt strach mieszkańców niedopojęcia się wzmógł ułożono plany jakiem sposobem z wszystkich strón miasto barykować. Iuż koło 10-tej w nocy powróciła deputacyia ze zezwoleniem na 3 punkta. Cała massa ludu jednem wykrzykiem - niezadowolniała się - nie idzie nam o Komitet - wydalić wszystkie wojsko z miasta i tylko na wywołanie gwardyi aby wkroczyło - gwardyj powierzyć straże - legitymować się czemu gwardyie alarmowano - prawo wyborów - jedna izba - w kąty z arystokratią! - to jest co żądamy natychmiast. Na ten krzyk massa robotników ledwie do strzymania była - siekierami i tysiączną bronią koniecznie burg cesarski wziąć szturmem chcieli. Na to z ministerium ustnie zezwolono ludowi, głos ludu zaś żądał schwarz auf weiss m ssen wir es haben. Wydano i pisemnie czem jeszcze nie przestali bo na pismie tylko Pillersdorf podpisanym, Der Kaiser muss unterschrieben sein u Siegel daran setzen u noch heute muss alles gedruckt werden o 2-gi w nocy drukowano. Tak przymuszono cesarza - tak tylko musiało ministerium uledz głosowi i woli ludu inaczej byłaby wola i arystokratij w systemie starem Metternicha ciągle panowało i narody nigdy nieosiągnęły do czego wzdychają. - Temu oddajmy Cześć i chwałe godnym Wiedeńczykom i ich akademikom którzy z tyle poświęceniem, z tą wytrwałością dla sprawy narodów i dla inteligencyi się oddają."
Lecz nie tylko nowiny polityczne były na stronach najstarszej gazetki stanisławowskiej. W gazetce pod nazwą "Ciąg dalszy plotek z wielkiego miasta" było umieszczone coś na podobieństwo współczesnej kroniki policyjnej:
"W Stanisławowie organizuje się gwardija, spisuje Comista, składająca się z mieszczan kapitana liniowego półku i Syndyka miasta (M rald i Rudrof), ze konskrypcyjnych arkuszy już od 3 dni do gwardij ukwalifikowanych. p. Neuser zwołuje przez ogólnik księży ruskich, bratstwo z każdej wsi najmniej 10  równie z każdy wsi 2 chłopów, na 30-go do Stanisławowa."
Lecz nie tylko nowiny polityczne były na stronach najstarszej gazetki stanisławowskiej. W gazetce pod nazwą "Ciąg dalszy plotek z wielkiego miasta" było umieszczone coś na pobobieństwo współczesnej kroniki policyjnej:
"Nasz Stanisławów wznosi się w przemysłach, zbliża się do miast wielkich, co udowadniają formalnie bandy złodzieji. Kradzeży się powtarżają prawie co dnia. Obok p. Assesora Szpaczka wpadło 3 złodziej i wyprużnili mieszkanie szewca, foryś p. Asbotha właśnie na ten czas na dziedziniec wyszedł, gdy zbrodniarze oknem wyłazili, słysząc to wrucił do pokoju, wziął dubeltówkę nabite, udał się do ogrodu i postrzelił jednego tak, że rzeczy które pożniej znaleziono krwią zbroczone były. Złodzieje uiszły a rzeczy na ogrodzie poznachodzono."
Bardzo ciekawy był wypadek, jaki zdarzył się z sekretarzem stanisławowskiego magistratu.. To zajście jest przykładem swoistych obyczajów miejskich:
"P. Knisza z magistratu okradziono do joty, on skoro świt udał się do znanych mu złodziej, jeden go do drugiego odsyłał, aż zrazu natrafił do pewnego który mu mówi: panie bądź pewny, że się omyłka stać musiała, że nie Ciebie lecz pewnie w sąsiędztwie p. Sadowskiego chciano okraść, lecz jeżeli z naszych którzy kradli to ci pewnie nitka nie zginie. Koło wieczora zajeżdża budka napełniona rzeczami jego, p. Knisz przepatrując, wszystko znalazł prócz kluczyka do zegara, uzalił się tą stratą złodziejowi i na drugi dzień odniesiono jemu i ten. Nocy następnej okradziono p. Candianiego"
W Stanisławowie było bardzo głośno w związku z zuchwałą kradzieżą z domu Romaszkana, dlatego z ulgą czytelnicy przyjęli wiadomość że: "28-go Września 845r. odnalazła się kradzież P.Romaszkana, złodzieje byli: Żyd urlopnik z furmanem. Suknie znaleziono w lesie Tyśmienicy zakopane, bursztyny zachowane u Żyda w Tyśmienicy."
A w następnej gazetce pod tytułem "Plotki z wielkiego świata" Jan Tomanek przekazuje nowiny:
"Właśnie odbieram wiadomości, że kradziesz P.Romaszkana odkryta, i wszystkie rzeczy odnaleziono. Żołnierz przedawał w Tyśmienicy Bursztyn nieszpetny, żydzi oznajamili komędzie, śledziono zaraz i zeznaniem żołnierza że nad rankiem z drugim przez okno wleżli i rzeczy zabrali.."
Dotarł Jan Tomanek i do samego Romaszkana w sprawie kradzieży. Ale nowe wiadomości nie kojarzyły się z wcześniejszymi: "Odwołuje płotkę com właśnie z ust p. Romaszkana słuszał że ani śladu o kradzieży. "
Po tej wiadomości zasłyszanej od samego Ramaszkana, nie możemy zrozumieć czy była to kradzież, czy też w ogóle jej nie było. a może sam Jan Tomanek wymyślal potrzebne
W gazecie były umieszczane nowiny policyjne,które swą treścią przypominały często zwykłą anegdotkę:
"Dzisiaj 7-go t.m. złapali żydzi chołoża z kradzionemi końmy zgromadzili się świadkowie i świadczyli właścicielowi. Złodziej utrzymywał ciągle że konie nieskradł. Jak ławe wystawiono, na której zwykle się spowiedź odprawia rzekł złodziej że wyzna jak było. Oto tak mówi: ja widze na polu moim parę koni leżących - zmęczony chciałem wypocząć, deszcz padał zatem ziemia mokra niemiałem gdzie indziej ulgnąć położyłem się na konia, ten się zrazu zerwał unosił mnie drugi koń w ślad za nim i tak uniósł mnie aż do miasta gdzie na targowicy ten łoter Żyd mnie przypadł i do słowa mnie nie dopuścił. "
Niestety, niewiadomo, czym skończyło się to zeznanie i czy była uznana za wystarczająco prawdziwa spowiedź chłopa. W  gazetce pod nazwą Nowinki z nudnego miasta Stanisławowa za rok 1849 czytamy, że:
"Wybryki złodziejskie ciągle trwają w mieście, pomimo zaostrzonego stanu oblężenia, przez nowego naczelnika wojsk, t.j. majora od Luka. Tudzież do sławnych kradzieży należy popełniona kradzież w pomieszkaniu p. Romana Wyszyńskiego bawiącego w Marienbadzie. Pan Ronam zostawił klucze pomieszkania u Pani Malinowskiej, pewnej nocy złodzieje przystawili drabinę do okna i gospodarowali tak w pomieszczeniu, że wszystkie szafy, biurka i komody wypróżnili. Odszukanie kradzieży tem trudniejsze było, gdyż nikt nie wiedział co zginęło, co szukać. Przytomnej policji stanisławowskiej udało się na trzech domach rzeczy spakowane odnaleść, lecz złodzieja jak zwykle nie odkryto. Gospodarz tłumaczył się że niewiadome passagerowie uiszli, sam uwięziony siedzi, zdaje się że tłumaczeniem się skończy, gdyż przebiegłość jego nabytą jest odsiedzeniem po razy kilka w kryminale."
Policja stanisławowska podjęła podwójne zabiegi zapewnienia bezpieczeństwa w mieście i jak zwykle przesadziła z tym:
"Temu tydzień że o 10-tej noco uwięziono przeż patrole każdego, kogo pojmowano idącego bez różnicy. Na odwachu w areście 20 i kilka jegomościów po głosie w ciemnym areście się poznawali. Tak siedzieli p. konsyliarzowie Schubert, Kluczyński, Bajgar, Popiel, Przygrodzki, Łopatyński dwóch krawców, żydki i inni. Pan Bajgar odgrażał się feldfeblowi, bo oficer patrolo odszedł, żądał świece, sprzeczka naprowadziła słowa urzazające z obu stron, feldfebel zaś żarty nieznał, uderżył p. Bajgara kilka razy w policzek, na oburzenie jego, dobył i pałasz, i gdyby nie silna ręka Łopatyńskiego możeby p. Bajgar swoją popędliwość i życiem popłacił. Pani Schubert czekając już poźno na męża, posłała do Auditora w sąsiedstwie mieszkającego, że niespokojną jest o męża. Ten wysłał forysia z latarnio na odwach, gdzie foryś konsyliarza zastał. Auditor udał się na odwach i uwolnił jego i kilka innych. Zaś Kluczyńskiego i Łopatyńskiego otrzymywał, że niezna, i tak musieli w areście nocować. Drugiego dnia będbnem ogłaszano, by się nikt na ulicy po 10-ty niepokazywał."
Z gazety tej możemy dowiedzieć się o osobliwościach ruchu budowlanego w Stanisławowie i sposobach na zbijanie sobie majątku:
"Potwierdza się że nowo rozpoczęty dom naprzeciwko p. Pietrusinskiego nie Pan Halawaj tylko p. Pietrusinski buduje, tuziesz P.Halawaj tylko imie swoje dał. Słusznie jemu wszystcy za zle mają że dał użyć swego imienia, bo będąc Kerkermistrzem male obrywki jemu teraz odpadły. Zwrócił na siebie uwagę, budując tak okropny gmach na oberże posiada już dom z gruntem nie małem na zabłotowskim pytano się zkąd może ten, co niedawno feldfeblem pamiętany taki majątek posiadać, odebrano jemu zaraz Chudowanie aresztantów, wysyłanie tych na robote i inne w tem sposobie zatrudnienia, które odpowiednie były aby coś na boku kirzystać. Wątpie, żeby te utratę choność p. Pietrusinskiego jemu wynagrodziła" (nr.840, s.2)
Redaktor w  swojej gazetce opisywał życie kulturalne miasta w pierwszej połowie wieku XIX -go. Centrum imprez urządzanych w Stanisławowie, było Kasyno miejskie, o którym często pisał Jan Tomanek: "Cassino nasze ma w tem czasie nowego gospodarza, zarządzenie tegoż odpowiednie życzeniom gości, kuchnia dość smacznie potrawy wydaje, ale kelner, choć Chech to nie, ale głupi jak but."
W Kasynie odbywały się zabawy, wieczorki z tańcami, spotkania towarzyskie. Z gazety dowiadujemy się o charakterze i duchu tych zabaw, coś na wzór kroniki świeckiej. Ona jest nadzwyczaj cennym materiałem, dlatego że odnajdujemy tu nazwiska osób, które mieszkały w Stanisławowie.
"Odbyto 9-go t.m. Na sali świeżo ozdobionej w Cassynie pierwszy wieczór z tańcami; pomimo wielu wyzżut Panom komissarzom, że po wielkiej nocy zabaw damom żadnych niedają była sala niestety bardzo próźna. - Tylko siedm par Contredansa tańczyło, reszta panien pietruszkie pszedawali. Pszy walcu nigdy nad 3 par się niekręciło w kólko. Na środku jak zwykle mężczyzni się namyślają czy tanczeć i z kim to razo nikt niestał. do koła sali na ławkach, siedzieli do okien same damy, na przeciwnej stronie sami mężczyzni. - Krzykliwa Pani Esch z lorynetującą p. Fridel i ze skromniótką p. Reyer ton dowodziły. Pannie Burzyński udało się wiele tańczyć. p. Kunze prawie nie tańczyła. p. Szulkiewicz mało więcej. Pan Adamek nowy kawaler w mieście, expeditor na poczcie a zatem w sławie grubianina, czynił swoje nad spodzianie gdyż z każdą panną tańcząc, naddawał sy tyle przymusu by jak się zdaje ukryć nieszczęsną wprawdzie słuszną sławę. - p. Spet jak zwykle odgrywał z komędo role komedijanta tańcząc najwięcej z Pannami Hendlich. Jak mało osób znajdowało się na sali, tem więcej na billiardzie i przy kartach."
Dr Jozef Grabowski porównał charakterystyczny styl gazetki stanisławowskiej z określeniami szablonowymi współczesnej jemu prasy i  zaznaczył, że Jan Tomanek był sumienym dziennikarzem: " Dziś wszystko, co się pisze - przepraszam drukuje - w superlatywach, wszystko najlepiej, najwznioślej, najwspaniałej, wszystko ma podniosły lub sympatyczny nastrój, oraz wszystko "pozostawia niezatarte wrażenie". Dawniej tej blagi nie było. Pan Tomanek pisał wprost: Ta tańczyła, tamta plotkowała, inna pietruszkowała itd. To przynajmniej była uczciwa relacja."
Tak prawdziwie i sumiennie były opisywane w gazetce i inne wydarzenia z życia mieszkańców Stanisławowa oraz okolicy, przykładem - wesele w Nadwórnie. Jan Tomanek był zaproszny na wesele wszystko widział na własne oczy:
"3-go t.m. p. Kaznowski poczmistrz w Nadwórnie wydał córkie za Pana Stankiewicza, na weselu było do 70 osób. Ze Stanisławowa byli PP. Doschot, Rohrer, Swirscy, Bajgar, Tomanek i t.d. Wieczór tańczono. Drugiego dnia przechodzący pułk hułanów rossyjskich miał dzień odpoczynku w Nadwornie. Półkownik hrabia majętny zacny zaznajomił się z nami - równie panowie oficerowie tego pułku. Cały dzień ci panowie nas ubawili pokazywaniem ich koni prześlicznych, zaprzęży pakunków i kassy napełnionej rublami cały wóz o dwóch kołach w żelaznej blasze okutym, ten że ciągnęło 4 koni. Po obiedzie półkownik się zaprosił na herbate i oznajomił że dał rozkaz swej muzyce, którą się niepowstydzi, dla uprzyjemnienia gości panny młody grać przed pomieszkaniem. Przytomna Pani Doschot w jednej chwili zaaranżowała herbate kawe fruktami i ciastami zastawiła stół na dziedzincu. W wielkim kole ustawiono krzesła około stoła, panny i kawalerowie usługiwali. Do tego się przyczynił najsliczniejszy dzień. p. Stankiewicz Panu Półkownikowi dał zapytanie czemu panowie oficerowie niałaskawi przyjść, na to Półkownik grzecznie odpowiedział jeżli to jego życzeniem to adjutant ich w imieniu jego zaprosi. Zaledwie się adjutant odalił, nietrwało 10 minut przyszło 20 i kilka oficerów w gali postrojonych, na czele dwóch sztabowych, witali nas jak najserdeczni i bawili się jakby znajomi najserdeczniejsi, między nimi byli niemcy, polace i moskale. Półkownik na piersi miał 2 ordery odbył wojny z turkami i kaukazami toż samo i podpółkownik który też w wojnie z francuzami służył. Licze sobie za wielką przyjemność poznawszy bliżej tych panów, mając sposobność zniemi tak nieprzymuszenie towarzyszyć. P. Stankiewiczowi udało się do 120 osób może i więcy najśliczni ubawić i wstęp nowego życia uświetnić pierwszego dnia w pożyciu ze żoną, tak przyjemnie w kole tylu wesołych."
Dobrze znając gusty swych czytelników umieścił Jan Tomanek na stronach swoje gazetki nawet oryginalny przepis kulinarny - cesarskiej pieczeni Kaiserbraten - którą w naszych czasach będzie ciężko zgotować. Do przepisu redaktor również dodał jeszcze wskazówki najlepszego sposobu spożywania tej potrawy:
"Ieszcze umieszcza Redakcja coś dla kuchni zachwycającego, jestot cysarska pieczeń Kaiserbraten jaką wymyślił gurmandii smakoszów przy stole za czasów Napoleona widziano. Aby taką pieczeń bierze się ładna, świża, mięsista oliwa, wyjmuje się ziarnko a natomiast tego daje się nieco sardeli do środka. Ten tak nadziany frukt z oliwy daje się w sporządzonego skowronka. Tego nadziwa się w przepiórke. Tę w koropatwe. Kuropatwa daje się w barżanta barżant w cietrzewia. Ten idzie w prosie. Te się zeszywa po prostu i piecze się przy raptownym ogniu i w krótce następuje Ta najszczęśliwsza godzina dla smakosza tę nadziwane pieczyste cesarski na stole widzieć.Ta woń przepysznach nadziwek przechodzi pocałem stole pod podniebieniu smakosza i drażni delikatny smak jego. Już się zbliża Nóż, który dzielić ma to arcydzieło kucharskie - aż zrazu głos wyniosły smakosza najwyborniejszego się wznosi. Wstszymajsie nierostropny, co czynisz? czy wisz co dzielić i rozbierać zamyślasz? Czy wisz co to jest Cesarska pieczeń? Odrzuć wszystko oknem wyjąwszy Oliwa w której essencia tego jest co w potrawie szukame. Inny przy tem stole jeszcze dobitniejszą remarke zrobił chciawszy tego za wstydzieć powiedział: u stołu Napoleona niejadło się nic tylko sardelke resztą służba się fetowała. Nie siedziałem przy tem stole niemoge za tem za prawdę poda? ale ja wiem moją niewiadomość ze pewnie bym ze służbo się wolał fetować. "
Były w tej gazetce również umieszczone wiadomości o budowie kolei, o zmianach w wojsku, żandarmerii, mamy zwykłe ploteczki i bzdury, jak historia o śpiewającej myszy ze Lwowa: "P. Doktor Bar
"P. Doktor Barach we Lwowie mianowny dyrektor zakładu P.Hr. Skarbka z pęsią 2000 f. rocznie, miał w swem pomieszkaniu złapać mysz, która jak kanarek śpiewała. p. Doktor zwrócił uwagę wielu mężów, ciże z zadziwieniem taki odrodek zbudowanego gardła doświadczyć mieli że po wyżeczeniu p. Baracha, mysz pszysłuchała pozytywkę, którą p. Barach swego kanarka uczył; żądaniem Pani Krieg Ta mysz była z klatką przez noc u niej i z zadziwieniem przekonała się. "
Taką była Ta najstarsza gazeta stanisławowska, dość daleka od doskonałości, z blagą i śmieszną treścią. Ale jest ona nieodłączną częścią dawno minionych czasów i historii Stanisławowa, ma w sobie czar i niepowtarzalny wdzięk. Miał słuszność dr Józef Grabowski podkreślając, że: "Nie darmo to starzy ludzie wzdychają do starych, dobrych czasów."
Możemy dodać, że nie tylko ludzie starzy.
Kontakt
1758860 odwiedzin od 5 stycznia 2004 roku
Google Search

WWW stanislawow.net