Olga Ciwkacz

Z dziejów opery amatorskiej Towarzystwa muzycznego

im. St. Moniuszki w Stanisławowie ( 1871 - 1914)

W roku 1871 w Stanisławowie zostało zorganizowane pierwsze Towarzystwo Muzyczne "Miłosników muzyki". Towarzsytwo Muzyczne powstało:
"z Ducha narodu, który w czasach niewoli zapalał znicze pracy dla przechowania swej kultury i przekazania jej wolnym pokoleniom".
Pierwsze Towarzystwo Muzyczne w Stanisławowie, które pózniej przybrało imie Stanisława Moniuszki, założył zdolny pianista-amator baron Franciszek Romaszkan i od samego początku (ponad pięćdziesiąt lat) pełnił obowiązki prezesa tego towarzystwa. W stanisławowskiej gazecie "Hasło" 1874 roku pisano, że
"Towarzystwo muzyczne rozwija się u nas z prawdziwie godnym uznania postępem. Cała zasługa tego należy przyznać p. br. Romaszkanowi, który z zamiłowaniem znawcy i popieracza sztuki towarzystwem tem gorliwie się zajmuje i niemałe ofiary na ten cel ponosi, jak również i p. Urbanówi serkretarzowi towarzystwa muzycznego, który wszystkich sprężyn używa, by towarzystwo ku podniesieniu pod każdym względem dążyło"
Towarystwo Muzyczne im. St. Moniuszki w Stanisławowie istniało przez długie lata aż do wybuchu II wojny światowej. W  roku 1879 Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszki urządziło:
" 1 koncert, 2 wycieczki towarzyskie, 2 wieczorki z tańcami i 5 wieczorków muzycznych, […] uroczysty obchód w dniu śmierci Chopin'a, wzięło udział w jubileuszu Kraszewskeigo, uczestniczyło w odsłonięciu pomnika Karpińskiego w sąsiedniej Kołomyji i w kantacie urządzonej przez wszystkie Towarzystwa muzyczne galicyjskie na cześć cesarza […] Członków towarzystwo ma 50."
Pierwszym profesjonalnym kierownikiem artystycznym Towarzystwa Muzycznego im. St. Moniuszki w Stanisławowie od 1 września 1880 roku był Michał Biernacki: "uczeń konserwatorium warszawskiego, wiolonczelista".
Michał Biernacki zreformował szkołę muzyczną Towarzystwa i prowadził z suksesem dział muzyczny i chór. Często amatorowie stanisławowscy wykonywali na swych koncertach oryginalne utwory, które napisał ich dyrygent. Tak, naprzykład, w kwietniu 1885 roku po raz pierwszy była wykonana w Stanisławowie kantata Michała Biernackiego Swaty w 2 częściach na orkiestrę chór i śpiew solowy. o tym utworze pozytywnie pisały gazety i pisma galicyjskie. Chwaliły również kierownika Towarzystwa Muzycznego w Stanisławowie, który w przeciągu 5-cio letniego kierownictwa w Towarzystwie muzycznym dał poznać już kilka swoich utworów, ostatni zaś wykonał z udziałem orkiestry wojskowej i chóru śpiewaków, w ogóle osób 78.
Nawet w  Warszawie pisano o tym, że ruch muzyczny powoli rozwija się w drugorzędnych miastych Galicji, a przoduje
"w nim Stanisławów. Tamtejsze tow. im. Moniuszki urządza zwykle wieczory i koncerty, utrzymuje prócz tego, liczną wcale szkołę muzyczną, obecnie zaś przystępuje do budowy własnego gmachu, w jakim mieścić się będzie obszerna sala na koncerty, przedstawienia sceniczne i bale służyć mająca. Dyrektorem towarzystwa jest p. M.M.Biernacki. Nauczycielem-skrzypkiem - brat jego Antoni."
Towarzystwo Muzyczne w Stanisławowie obchodziło 4 lipca 1886 roku 15-letnią rocznice istnienia. Obchody rozpoczęły się uroczystym nabożeństwem w kościele łacińskim. Członkowie Towarzystwa, uznając istotne zasługi prezesa barona Romaszkana na bankiecie składkowym
"zamanifestowali […] uczucie wdzięczności dla niego, darując mu pięknie wykonany adres, zaopatrzony podpisami wszystkich członków Towarzystwa i składając w upominku srebrny wieniec z napisem: "Towarzystwo miłosników muzyki - w uznaniu 15-letniej pracy".
1897 roku w kierownictwie muzycznem Towarzystwa zaszły zmiany z powodu przeniesienia do Warszawy Michała Biernackiego powołanego na referenta "Echa Muzacznego, Teatralnego i Artystystycznego". Posadę kierownika muzycznego Towarzystwa w Stanisławowie "zajął p.Ignacy Pilecki, jeden z dyrygentów orkiestry warszawskiej".
Po nim dyrektorem artystycznym i dyrygentem działu muzycznego Towarzystwa Muzycznego im. St. Moniuszki w Stanisławowie był urzędnik kolejowy, zdolny muzyk Wiktor Miller, a później -kompozytorowie Tadeusz Jarecki, Alfred Stadler, Wiktor Haussman.
Właśnie za czasów dyrektorstwa Michała Bernackiego Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszki po raz pierwszy wystawiło na scenie stanisławowskiej e operę. Była to opera Stanisława Moniuszki Hrabina. Celem było uczcenie "swojego" patrona w  jubileuszowym 1896 roku. Upłynęło właśnie pięćdziesiat lat od czasu przedstawienia pierwszej opery Loteria Stanisława Moniuszki w r. 1846.
Michał Biernacki wybrał Hrabinę, ponieważ opera Ta nie była od ponad dwudziestu lat wystawiana ani we Lwowie, ani w Krakowie, a - jego zdaniem - było to "jedno z lepszych dzieł Moniuszki". Biernacki był świadom trudności, którę mogą mień amatorzy, poczynił pewne "skróty". W oryginale Hrabina dzieli się na trzy akty, Biernacki ograniczył się do dwóch, dlatego że towarzystwo na ten czas nie miało baletu i odpowiednich dekoracji. Myślał, że po jego przeróbce "całość jako taka nie ucierpi bynajmniej" Wszystkie partie w Hrabinie były obsadzone przez uczniów szkoły śpiewu przy Towarzystwie, a to - według Bernackiego - dawało amatorom:
"wdzięczne a szersze pole popisu: 13 numerów solowych, 2 z chórem, 2 duety, kwartet, septet i chóry męskie, a co najważniejsze, tak w partyach solowych znakomicie wyodrębniona, że mamy tu głównie ich charaktery: liryczny (Bronia), dramatyczny (Hrabina) i koloraturowy (Ewa) - z ról kobiecych, również w męskich: bohaterski (Kazimierz), lekki buffo (Dzidki i Podczaszyc) i poważny (Chorąży)" .
Kostiumy wypozyczono we Lwowie, orkiestra była wojskowa, opera została wystawioną na scenie stanisławowskiej pod koniec czerwca 1896 roku . Mimo zapału amatorów, nie udało się Bernackiemu stworzyć działu operowego, który by wystawiał regularne opery na scenie stanisławowskiej. Chętnych do śpiewania i uczestniczenia w zespołach nie brakowało. Towarzystwo stale urządzało koncerty i przedstawienia operetkowe:
" Mimo wiru karnawałowego praca w Towarzystwie Muzycznym postępuje żywo a program koncertów zapowiada się niezwykle zajmująco. i tak w drugiej połowie lutego odbędzie się II wieczór muzyczny ( kameralny), na którym wykonanym będzie słynny septet Beethovena; przy końcu lutego zaś koncert zwiększony pełnej orkiestry Towarzystwa, w skład którego wejdzie: koncert fortepianowy Mendelsona z towarzyszeniem orkiestry, uwertura z Coriolana Beethovena, walc z op. Nietopierz Straussa, oraz mniejsze utwory Schuberta".
Wielką popularnością cieszyły się koncerty zespołu muzyków-amatorów pod batutą urzędnika kolejowego Matogi. W swoich pamiętnikach, dotąd nie drukowanych, kompozytor Adam Mitscha (1892-1992), który mieszkał do początku i wojny światowej w Stanisławowie wspominał:
"Stanisławów był miastem bardzo muzykalnym. Kulturę wokalną propagowała "dwunastka" Matogi. Był to kameralny zespół męski, prowadził go urzędnik kolejowy Matoga […] Stanisławowscy kolejarze aktywnie zapisali się w historii kultury tego miasta. Matoga - urzędnik kolejowy, inny zaś urzędnik dyrekcji Miller - zrealizował jeszcze bardziej wspaniały zamiar. Siłami amatorskiemi stworzył operę i to operę z prawdziwego zdarzenia, taką dobrą, że przy pulpicie dyrygenta nie zawahał się stanąć gościnnie dyrygent tej miary co Sternicz".
Ewentualnie w roku 1904 roku w  Towarzystwie Muzycznym im. St. Moniuszki w Stanisławowie powstał stały dział operowy. Dyrektorem muzycznym Towarzystwa był Wiktor Miller. Pod jego batutą odbywały się w Stanisławowie pierwsze przedstawienia operetkowe:
"Bardzo miłą rozrywkę w czasie postnym sprawiło wystawienie operetek Nieprzyjaciel muzy Geneego i Joasia płacze, Jaś się śmieje Offenbacha. - Zaineresowanie było wielkie, to też i publiczności zgromadziło się bardo wiele".
W recenzji z  przedstawień operetkowych wystawianych przez amatorów Towarzystwa Muzycznego w "Kurierze Stanisławowskim" pisano, że
"reżyserja i wystudiowanie obu operetek było bez zarzutu, za co też pp. Matodze i Millerowi należy się zupełne uznanie".
W tych przedstawieniach brali udział śpiewacy-amatorzy: pani Matogowa, pan Matoga, pan Golejewski. W tych latach do Stanisławowa był przeniesiony służbowo z Jarosławia prawnik Eustachy Bukowski, mający bardzo piękny głos tenorowy, a oprócz tego zdolności organizatorskie i wielkie zamiłowianie do śpiewu. Wtedy to Towarzsytwo podjęło prace nad przygotowaniem scen z opery Moniuszki Verbum Nobile.
Podstawą opery zawsze był chór i orkiestra. Chór Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszki miało dobry, orkiestrę trzeba było jeszcze zorganizować. Jak wspominał Eustachy Bukowski w swoch pamiętnikach, (jeszcze nie drukowanych) wymyślili tak:
"Złożymy więc naprzód orkiestrę smyczkową, a gdy ona już będzie zgrana, poszukamy "dętystów". i w tym kierunku poszła praca. Po dwóch latach zaczęliśmy obsadzac "blachy" i "drewna". o ile instrumentu nie można było obsadzić miejscowymi amatorami, szukało się odpowiedniego człowieka w muzykach wojskowych. Znalazszy go wyrabiało mu się posadę cywilną odpowiadającą jego kwalifikacjom, pod warunkiem, że wieczorami grać będzie w  orkiestrze. W ten sposób zastępowało się słabszych muzyków silniejszymi. Po następnych dwóch latach mieliśmy orkiestrę […], złożoną z 45 ludzi z pełną obsadzą z tym jedynie wyjątkiem, że harfę zastępowało pianino. Ile przeszkód zwalczać musieliśmy nie mając na ten cel żadnych funduszów, niech świadczy fakt, że między znajomymi urządziliśmy składkę, aby móc kupić rożek angielski".
Pierwszą operę, którą po długich, żmudnych przygotowaniach wystawiło w całości Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszki na scenie stanisławowskiej 2 czerwca 1906 roku była pięcioaktowa opera Gounoda Faust. Wystawiono ją
"z całym pietyzmem dla sztuki, a w szczególności dla arcydzieła scenicznego Gounoda, wytężyło Towarzystwo Muzyczne wszelkie siły, by wystawienie Fausta utrzymać na odpowidniej wyżynie artystycznej".
Muzykalna publiczność Stanisławowowa potrafiła należycie ocenić pracę artystystów i amatorów i zapełniła salę teatralną po brzegi. Solowe partie wykonywali wówczas artyści zawodowi :
"w roli Małgorzaty debiutowała Stefłówna, uczenica "zaszczytnie znanej szkoły śpiewu p. Z. Kozłowskiej ze Lwowa".
Prześlicznym "Sieblem była pna Helena Miłowska primadonna operetki Lwowskiej" . W partii Marty usłyszala stanisławowska publiczność panią Kasprowiczową i stwierdziła, że  "lepszej Marty jak pani Kasprowicowej wyobrazić sobie nie możemy" . w roli Walentyna wystąpił artysta teatru lwowskiego Adam Ludwig. Trudną partję Mefista odtworzył "bardzo dobrze" Hugon Zathej, wówczas nauczyciel śpiewu w szkole muzycznej przy Towarzystywie Muzycznym im. St. Moniuszki w Stanisławowie, były artysta opery łódzkiej. Partię Fuasta wykonał śpiewak -amator Eustachy Bukowskie "ku ogólnemu zadowoleniu" . Bukowski musiał szybko zamienić jednego z artystów teatru lwowskiego i w krótkim czasie
"zdołał się wyuczyć tej niezmiernie trudnej partji, a odśpiewał ją miejscami wprost doskonale. Cavatine z III akta, ten kamień probierczy tenorów odśpiewał p. Bukowski bez zarzutu".
Słowa uznania należały się równierz chórowi męskiemu i mieszanemu Towarzystwa Muzycznego, które "śpiewały doskonale a zupełnie wdałą grą brały żywy udział w akcji sceniczne" . W rzedstawieniu brała udział orkiestra wojskowa, która pod kierownictwem pana Soutschka "utrzymała się mimo braku rutyny teatralnej" . Recenzent teatralny "Kuriera Stanisławowskiego" podkreślal, że
" przygotowaniem i wystawieniem tej opery, zajmował się zasłużony i pełny inicjatywy dyrektor artystyczny Towarzystwa im. Moniuszki p. Wiktor Miller. Jego to jest zasługa, że  Faust na naszej scenie tak pięknie wystawiony został."
Trzeba dodać, była to zasługą nie tylko Wiktora Millera, lecz także zakochanych w śpiewie amatorów, przede wszystkim "prawej ręki" Millera - Eustachego Bukowskiego. Eustachy Bukowski był bez przesadzy "duszą" tej drużyny amatorów. Jego talentowi organizatorskiemu zawdzięczała opera stanisawowska swoje długie i owocne życie. Po II wojnie światowej spisał pamiętniki, które jeszcze nie były drukowane. W przedmowie napisał:
"Chciałem w ten sposób utrwalić w pamięci tych osób, które łączyły ze mną węzły życzliwości lub przyjazni, tym wszystkim, którzy brali żywy udział w opisanych przeze mnie przeżyciach".
w swoich Pamiętnikach opisuje on z węwnętrz tą pracę nad Faustem:
"Dekoracje wymalowali amatorowie, kostiumy pożyczyliśmy po wielkich trudnościach z teatru lwowskiego, przyczym musiałem się słowem honoru zobowiązać, że w nocy po przedstawieniu kostiumy odjądą do Lwowa. Teatr był wysprzedany, publiczność odchodziła od kasy, jednak powtórzyć nie mogliśmy, gdyż nie potrafiliśmy zdobyć kostiumów na drugie przedstawienie. Próby nasze odbywały się od 8 do 12 wieczorem i tak nasza trzymisięczna praca dała za wynik jedno przedstawienie. Rozgoryczony tem postanowiłem, że nie wystawie żadnej opery, jeśli nie bębzie mieć własnycj dekoracji, kostiumów, rekwizytów i materiału nutowego".
Sala teatralna na to pierwsze przedstawienie Fausta w Stanisławowie była wysprzedana, a publiczność opuściła teatr zadowolona. Domagano się, by Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszki uwzględniało przede wszystkim polskich kompozytorów. Posłuszne temu głosowi Towarzystwo postanowiło wystawic w roku następnym polską operę. Już na styczeń 1907 roku amatorzy przygotowały nowy spektakl. Tym razem była to opera znanego polskiego kompozytora Władysława Żeleńskiego Janek. Sędziwy kompozytor przyjechał z Krakowa, żeby osobiście kierować końcowymi próbami, a  "podczas przedstawienia uzupełniał harfe na  pianinie" . Przedstawienie to było dla prowincjonalnego Stanisałwowa nie lada wydarzeniem, dlatego
" gdy znakomity kompozytor pojawił się na sali, licznie zebrana Publiczność powitała go rzęsistymi oklaskami, a orkiestra fanfarą. […]. Po akcie pierwszym urządzono p. Żelińskiemu przy otwartej scenie serdeczną owacją, za którą sędziwy kompozytor wzruszony, dziękował."
Partie tytułową odśpiewał Eustachy Bukowski "z prawdziwym przejęciem i zrozumieniem" . Pokonał on również wszystkie trudności, dlatego że: "partia Ta wymaga ogromnej wytrzymałości głosu i przez cały czas prowadzona w najwyższych pozycjach".Artysta-amator wybornie zachował "do końca zupełną swobodę głosu". Partie Bronki odśpiewała Jadwiga Dębicka, "uczenica zaszczytnie znanej szkoły p. Zofii Kozłowskiej. Głos to czysty i dźwięczny, o brzmieniu tkliwym" . Marynkę śpiewała pani Radzimińska, artystka operowa z Warszawy. Recenzent "Kuriera Stanisławowskiego" podkreślił, że  cechuje ją : "głos potężny i świetnie wyszkolony, ogromny temperament i niezwykła uroda" . W partie Marka usłyszała publiczność stanisławowska starego znajomego Hugona Zatheja, który stworzył idealny typ starego "smętnego górala, a dźwięczny jego głos basowy brzymiał świetnie" . JanekŻeleńskiego był za parę dni powtórzony w Stanisławowie i 13 stycznia nawet w Kołomyi. Przedstawienia operowe miały bardzo pozytywne recenzji, a sam kompozytor w liście do Eustachiego Bukowskiego podziękował amatorom stanisławowskim za pracę i poswięcenie dla sztuki polskiej:
"Odebrawszy wczoraj telegram z wiadomością o powodzeniu Janka, winien jestem przeslać kilka słów podziękowania za podjęte trudy dla wystawienia opery mojej i to z nadzwyczaj pomyślnym rezultatem. Wyrazy dziękczynne składam na ręce Janka 2 bohatera opery, który będzie łaskaw zakomunikować je Prezesowi Towarzystwa im. Moniuszki Baronowi Romaszkanowi, pannom: Dębickiej, Radzimińskiej, Markowi p. Zatheyowi i Stachowi p. Zakrzewskiemu. Ani przypuszczałem, żeby przedstawienia następne w tak krótkim czasie mogły się odbyć. W dalszym ciągu specjalne podziękowanie składam panom: Wiktorowi Millerowi i Gustawowi Flachowi, chórom i baletnikom. […] Bytność moja w Stanisławowie aczkolwiek krótka, błogiem uczuciem napełniła serce moje. Radbym wszystkich biorących udział w przedstawieniu pozdrowić i złożyć dzięki za serdeczne przyjęcie dzieła mego […]. Daj mi Boże jeszcze cokolwiek lat życia przy jakiem takiem zdrowiu, a może jeszcze coś takiego stworzę, że będzie czuł, iż piszę dla mego narodu, a ten naród jest w Europie. Nareszcie opera nie może egzystować bez tego co jest jej okrasą. Bez tego żywiołu kompozytor nie mógł by pisać z duszą i mełodją […]. Serdecznie zatem pozdrowienie ślę Paniom stanisławowskim. a teraz wyrazy najserdeczniejsze Bóg zapłać i do rychłego widzenia. Władysław Żeleński".
Niestety wystawienie Janka nie przyniosła Towarzystwu zwrotu kosztów. Jak wspominał Eustachy Bukowski:
"Moja finansowa kalkulacja nie dopisała. Partykułarz swoje zrobił. Śpiewacy nie należący do naszego zespołu, a powodowani zazdrością podjęli agitację, aby przedstawienia nasze bojkotować rzekomo dlatego, żeśmy oznaczyli za wysokie wstępy. Pod tym preteksem kwestowano na TSL. Bojkot się udał. Oba przedstawienia w Stanisławowie tylko połowę sali zapełniły, a skutkiem tego był deficyt 1000 koron. Nie chcą się poddawać krytyce, wzięłem pieniądze z banku na weksel i przez 1 i 1 roku dług ten spłacałem. Okoliczność Ta zapał mój ostudziła i daliśmy muzie zamiłknąć".
Dopiero gdy z końcem 1908 roku zdołało Towarzystwo Muzyczne skompletować pełną własną orkiestrę i zdążyło splacić dlugi, Wiktor Miller i Eustachy Bukowski zaczęli ponownie mówić o operze i podjęli na nowo przerwaną pracę. 6 maja 1909 roku Towarzystwo Muzyczne wystawiło operę narodową Stanisława Moniuszki Halkę. Przedstawienie to było dowódem na  niezwykłą żywotność tego Towarzystwa. W Stanisławowie już od lat były wystawiane opery i operetki, ale zawsze trzeba było sprowadzać artystów zawodowych, a akompaniament spoczywał w rękach muzyki wojskowej. W Halce, z wyjątkiem Jadwigi Dębickiej artystki opery lwowskiej, całą operę wykonali wyłącznie amatorzy ze Stanisławowa. Recenzent "Kuriera Stanisławowskiego" podkreślil:
" Mimo tego nie odnieśliśmy wrażenia, jakiego doznaje się zwykle na spektaklach amatorskich. Jakkolwiek brak amatorskim siłom naszym tej rutyny i szabłony, które w zawodowej operze ukryć potrafią przed okiem publiczności drobne usterki i niedokładności, to z drugiej strony brak ten wyrównała w zupełności dokładność i sumienność przygotowania, co nie zawsze znajduje się w zawodowej operze".
w  roku 1909 Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszki zorganizowało własną orkiestrę, która mogła już zapewnić akompaniament na wysokim poziomie i nie "tyranizować" "formalnie śpiewaków, scisłością a raczej jednastajnością rytmu", jak to zwykle robiła orkiestra wojskowa. Orkiestra Towarzystwa tak już była zgraną pod batutą dyrygenta Wiktora Millera,
"iż śpiewacy zachowali zupełną swobodę i mogli jak najkorzystniej frasować […]. Tempo w całej operze zastosowane było ściśle do życzenia kompozytora"
Partie tytułową odśpiewała Jadwiga Dębicka, artystka lwowskiej opery, która w partii tej debiutowała we Lwowie i tam "zyskała sobie od razu sympatję lwowskiej publiczności". W  Stanisławowie śpiewaczka już w pierwszem akcie zdobyła sobie całą publiczność, a to dobre wrażenie wzmagało się w każdym następnym akcie. Eustachy Bukowski w roli Jontka i Golejewski jako Janusz "nie zawiedli i tym razen na oczekiwania, a swobodną grą i poprawnym śpiewem, stworzyli nader udatne kreacje. Podnieść specjalnie należy arię Janusza z I aktu, duet Janusza z Jontkiem i dumkę Jontka nagrodzoną hucznymi oklaskami".
W innych partiach amatorzy stanisławowscy też grali i śpiewali dobrze. Z "niewdzięcznej" partii Zofii znakomicie wywiązała się pani Blauthowa, zarówno pod względem wokalnym jak i dramatycznym. W partii Stolnika debiutował Szczerski:
"Mimo debiutu nie znać było ani w śpiewie, ani w grze najmniejszej tremy. Głos o szlachetnym dźwięku i przyjemna dykcja, uwydatniły się najlepiej w arii z I aktu.". Rolę Dzięby doskonale odegrał Kwitkowski, górala - Kozłowski, dudziarza - Bajan".
Bardzo udane były równierz ensemble i chóry. Na rok 1909 przy Towarzystwie Muzycznym już była stworzona szkoła baletowa, dlatego i tańce były bardzo dobrze przygotowane :
"Mazur w i akcie w pięknych czerwonych kostiumach wypadł znakomicie. Jako solista odznaczył się w nim p. Hirschhorn. W tańcach góralskich zdobył p. Welc burzę oklasków".
Zapał, z jakim przyjęła stanisławowska publiczność wystawioną przez dział operowy Towarzystwa Muszycznego im. Moniuszki operę "Halkę", był ogromną nagrodą dla amatorów. Na rok w 1909 roku było w Stanisławowie tylko 22 000 mieszkańców. Publiczności teatralnej była garstka. Nawet znakomitej sztuki dramatycznej nie można było powtórzyć, a sztuki o poważnej treści nawet raz nie miały pełnej widowni :
"Tymczasem Halka trzy razy wypelniała po brzegi salę publicznością i nawet za trzecim razem publicznośś odchodziła od kasy, tak, iż gdyby nie umięczenie i zajęcia zawodowe naszych amatorów, prawdopodobnie można było jeszcze ze dwa przedstawienia urządzić." Oprócz tego 13 maja 1909 roku opera Halka była wystawiona w Kołomyi. "Gazeta Kołomyjska" pisała że "Stanisławoskie Towarzystwo Muzyczne porwało się na Halkę i wyszło z tego przedsięwzięcia obronną ręką, to rzeczywiście podziwiać trzeba.".
Publiczność Stanisławowa była wybredną, do miasta przybywało wiele trup operowych i dramatycznych z Krakowa, Lwowa i Warszawy. Dlatego publiczność zazwyczaj wszystkie wysiłki dyletantów-amatorów chętnie krytykowała. Jednak tym razem opera amatorska i jej znakomite siły artystyczne i niestrudzona staranność i sumienność przygotowania, zwalczyła wszystkie uprzedzenia i wywołała ogólny zachwyt.
Nareszcie całe miasto zrozimiało, że dział operowy Towarzystwa Muzycznego im. St. Moniuszki zasługuje na jak największe poparcie publiczności, by umożliwić mu dalszy rozwój. Sukses Halki był niebywały. Powodzenie to zachęciło i muzyków stanisławowskich do dalszej pracy. Postanowiono stworzyć już stałą amatorską operę. W tym celu poczyniono dość znaczne inwestycje, stworzono bibliotekę nutową i  "zamowiono pierwszrzędnej jakości nowe kostiumy kosztem około 2000 koron" .
Sala teatralna była odnowiona, zlikwidowano miejsca stojące, które były zawsze przyczyną nieporządków i awantur w teatrze. Zapewniono odpowiednie miejsce i oświetlenie dla orkiestry.Od tego roku każdy nowy sezon operowy rozpoczynał się tak, jak we wszystkich polskich teatrach -Halką. z roku na rok repertuar opery amatorskiej w  Stansławowie poszerzał się. c w roku 1911 amatorska opera Towarzystwa Muzycznego im. St. Moniszki miała w swoim repertuarze dwanaście oper, takich jak Lalka Nurembergska Adama, HalkaVerbum nobile St. Moniuszki, Rycerskość wieśniacza Moscagniego, Pajaców Leoncovalla, CyganerjęToskę , Madam Butterfly Puccinego, Carmen Bizeta, Opowieści Hoffmana Offenbacha, Fausta Gounoda, Janka Żeleńskiego. Był to repertuar tak pokaźny i doborowy, "że nie powstydzi się go i scena stołeczna" , jak pisano w prasie warszawskiej. Kazda z oper była grana kilkakrotnie, największy sukses zawsze odnosiła Halka, która w  roku 1911 doczekała się 12 przedstawień. W roli Halki występowały pp. Bohusz-Hellerowa, Dębicka, Hendrychówna, Marynowiczówna, Biecherowa. Występowały śpiewacy dużej i zasłużonej sławy: pp. Adam Ludwig, Mann, Diani, Okoński, Golejewski. w swoich Pamiętnikach Eustachy Bukowski napisał, że "Do wyżej wymienionych dwunastu oper kupiliśmy z dochodów przedstawień cały potrzebny do tego inwentarz.". W prace zespołu bezintersownie brało udział -
"55  śpiewaków i 45 członków orkiestry 3" , którzy pochodziły ze wszystkich klas społecznych: "byli profesorowie, lekarze, adwokaci, urzędnicy, studenci, rzemieślnicy, kupcy, służba kolejowa".
Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszko organizując operę amatorską z góry przewidziało trudności funkcjonowania takiego różnoródnego zespołu, dlatego przede wszystkim uwzględniło zasady ddemokracji wśród członków towarzystwa śpiewającego i grającego:
"Utrzymywaliśmy ducha bezwzględnej równości, tak że naprzykład podczas naszych wycieczek najpiękniejsze pokoje w hotelach wyznaczałem, dla najniższych klas, a adwokatów, lekarzy lokowałem na poddaszach".
W licznych operach, które amatorzy pokazywali już nie tylko w Stanisławowie, lecz także w Przemyślu i Czerniowcach, przyjmowano ich z entuzjazmem, darząc kwiatami i oklaskami. W tych wystawieniach opery amatorkiej równierz występowały wszystkie niemal nasze primadonny, a w ostatnim czasie także primadonna opery wiedeńskiej p. Francilla Kaufmanowa.
W swoich Pamiętnikach Eustachy Bukowski tak wspominał te czasy; zwłaszca gościnne występy opery amatorskiej Towarzystwa muzycznego im. St. Moniuszki w Przemyślu:
"W roku 1911 mieliśmy już kilka oper w repertuarze. Przygotowanie jednej opery wymagało ze względu na zawodowe zajęcia naszych amatorów około 3 miesięcy pracy. W naszej małej miejscinie 4 można było operę najwyżej 6 razy powtórzyć mimo że się przedstawienie urozmaicało występami gwiazd. Była to satysfakcja niestosunkowa do włożonej pracy. Dlatego chcieliśmy naszę działalność rozszerzyć przez urządzanie wycieczek do innych miast. […]. Jako pierwsze wybraliśmy miasto Przemysł".
Eustachy Bukowski jako administrator, urządzając występ swoich amatorów, wyjechał dwa dni wcześniej do Przemyśla celem przygotowania przedstawienia, aby wszystkie sprawy łokalnie załatwić. Przyjechawszy do Przemysła Bukowski zostal całe miasto udekorowane reklamą cyrku Henry'ego, który miał w tym samym czasie zjechać do Przemysla z Tarnopola na szereg wystaw, a najgorzej było to, że jego
"pierwsze przedstawienie zapowiedziane jest równocześnie z naszą Halką. Zdrętwiałem. […] Idę do księgarni, gdzie sprzedawano bilety i dowiaduje się, że kasa na oba przedstawienia wynosi 15 koron".
Opera stanisławowska budziła w Przemyślu bardzo żywe zainteresowanie, tem bardzie że publiczność była ciekawą, czy opera amatorska wytrzyma konkurencję z cyrkiem, który już przyjechał do miasta. Gazeta miejscowa pisała o tym wydarzeniu:
"We czwartek 1 czerwca b.r. ulice Przemyśla miały wygląd egzotyczny, gdyż przybył wielki cyrk Henryego[…] Poznaliśmy przedsiębiorstwo olbrzymie w swoim rodzaju, które poprzedziła w naszem mieście, w całym kraju znakomitą na wielką skalę zręcznie urządzona reklama. Olbrzymie specjalne pociągi, którymi przybył cały inwentarz żywy i martwy, zwabiły tysiące ludzi na dworzec kolejowy, a wyładowanie jakoteż ustawienie olbrzymiego namiotu, stajen, maszyn itd. wprawiło wszystkich swoją zręcznością i doskonałością w zdumienie. Już tego samego dnia zostało wspaniałe inauguracyjne przedstawienie. Reklama nie zawiodła".
Eustachy Bukowski telefonuję do Stanisława i opowiada sytuację, która żłożyła się w Przemyślu. Wiktor Miller chciał wstrzymać wyjazd artystów, a przedstawienie odwołać. Lecz Bukowski nie mógł na to zgodzić się: " pozaciągałem już zobowiązania na przeszło 800 koron. Jakże usprawiedliwić wydatek taki odwołując przedstawienie?" Bukowski zażądał kategorycznie aby artyści przyjezdżali - administracja ma pieniędzy na pokrycie wydatków. W pierwszy wieczór, w niedzielę, w Przemysłu powinna była być grana opera St. Moniszki Halka, a w poniedziałek - Cyganerja Pucciniego. Do tych przedstawień byli zaangażowani jako soliści znani artyści operowi Wanda Hendrichówna i Adam Ludwig, Hugo Zathej (wówczas już artysta oper niemieckich), wreszcie z  samego Przemyśla - pani z Horczowskich Bleicherowa. Oprócz wymienionych artystów śpiewali amatorzy stanisławowscy - Eustachy Bukowski, dr A. .Jendl, A. Blauthowa, St. Szczerski. W swoich Pamiętnikach Eustachy Bukowski opisuje wydarzenia w Przemyślu, poprzedzające przedstawienia opery stanisłwowskiej:
"W południe ukazuję się na ulicach korowod cyrkowy ze słoniami, wielblądami i innymi afrykańskimi bestiami. Patrzałem przerażony, zgrzytnąłem zębami i westchnąłem: "O czem ja tu nie mam jakiej armaty, abym mógł całe to plugarstwo wystrzelać?".
a już o godzinę piątej po południu do Przymysła przyjechali gości ze Stanisławowa. Była to gromadka niemała. Na rok 1911 w operze stanisławowskiej było już około stu osób. Wtedy to właśnie wpadł Eustachy Bukowski na pomysł oryginalnej "żywej reklamy", podobnej do reklamy cyrku :
"Moi kochani! Nieszczęście nas przesladuje - po mieście Barnum 5 oprowadza słonia. Mam nadzieję, że Wy, piękne panie, potraficie więcej roztoczyć wdzięków, aniżeli wszystkie afrykańskie monstra. Po podwieczorku obejdziemy całe miasto czworkami. Na przedzie dyrektor ze mną, za nami panie, za paniami śpiewacy, a za nimi cała orkiestra z instrumentami w ręku".
I ten pionerski czyn zachęcił publiczność przemyską:
"O godzinie 8. wpada za kulisy jeden z członków orkiestry i powiada, że nawet za pół godziny nie możemy zaczynać, gdyż przy kasie tłumy. i rzeczywiście dopiero na kilka minut przed dziewiątą dano nam znać, że można zaczynać".
Publiczność przybyła na przedstawienie opery amatorskiej z pewnem uprzedzeniem i niedowierzaniem. Ty m milszy spotkał ją zawód i tym entuzjastycznie wynagrodzono burzą oklasków śpiewaków i dyrygenta. Wrażenie, jaki odnieśli mieszkańcy Przemysła, było niezwykle sympatyczne, wszystko w tym j teatralnym zespole wywoływało zachwyt recenzentów teatralnych:
"Orkiestra wprost doskonała, ensemble znakomite, może nawet lepsze, niż w operze lwowskiej, niezrównany dyrygent, partyje solowe bardzo dobre, całość - bez zarzutu. Toteż publiczność nasza wprost z entuzjazmem oklaskiwała wykonawców".
Recenzent teatralny "Echa Przemyskiego podkreślał, że wystawa amatorów była na wysokim poziomie wykonawczym i reżyserskim. Doskonałe były dekoracje i kostiumy:
"Piszący słowa słyszał Halkę, wystawioną ubiegłego roku przez lwowską operę w Krakowie, i nie może dopatrzyć się różnicy między Halką lwowską, a stanisławowską tak w wystawieniu i obsadzie sztuki, jako też w wykonaniu poszczególnych partii i całości, różnica istnieć może, ale chyba tylko na korzyść naszych gości".
W recenzji zwrócono uwagę na wykonawców głównych partij w Halce , zwłaszcza na Wandą Hendrychównę, która była bardzo dobrą solistką i artystką :
"Jej sympatyczny, czysty, dźwięczny głos, trafiał wprost do serc słuchaczy i w niejednem oku wycisnął łze wzruszenia, zwłaszcza w akcie pierwszym i ostatnim, gdy Halka objawia swą rozpacz wskutek doznanego zawodu. Na pełną pochwałę zasługuje jej gra, to też zrywające się co chwila burze oklasków wymownie świadczyły o usposobieniu publiczności".
Dorównywały mistrzowstwem i solisci śpiewający partię Janusza i Stolnika:
"Pięknym, silnym barytonem wyróźniał się p. Ludwig w roli Janusza, jak również dobrem i sumienem opanowaniem roli, wyróżniał się także Szolnik (p. Zathej) głębokim, równym i potocznym barytonem".
Chlubą opery stanisławowskiej zawsze były chóry tako męski, jako i mieszany. Bardzo podobały się w Przemyslu również "pyszny" mazur błękitny i efektowne tańce góralskie z Halki, w ogóle zdaniem recenzenta: Halka wystawiona była bez zarzutu. Na bardzo wysoką ocenę zasłużyła Cyganerja Pucciniego, a zwłaszcza dyrygent Wiktor Miller, który , według recenzenta "Echa Przemyskiego", zdołał zespolić orkiesrtrę i chór. W bardzo trudnej do wykonania Cyganerji: "nikomu nie pozwolił "zasypać się" .Publiczność gorąco przyjmowała artystów-amatorów, entuzjazm doszedł do zenitu, "gdy wręczono wspaniałe bukiety p. Bleicherowej ( w roli Misetty), p. Hendrichównie ( w roli Mimi) i p. Millerowi za kierownictwo" .
Przedstawienia opery stanisławowskiej budziły w duszach mieszkańców Przemysła mieszane uczucia zarówno radości, jak i zazdrości:
"Wychodziliśmy z sali pokrzepieni na duchu i z pewnego rodzaju żalem, że u nas, w trzeciorządnem mieście, nawet marzyć nie można o stworzenie podobnego zespołu artystycznego, a wszak mamy tutaj najstarsze w Galicji Towarzystwo muzyczne. Życzyćby sobie należało, aby przecież pod tym względem zaszła radykalna zmiana, aby się spełniła nadzieja gości ze Stanisławowa w tym "iż wyniki pracy towarzystwa zachęcą miejscowych muzyków do podjęcia się podobnej pracy".
Pod koniec swego artykułu recenzent dodał kilka gorzkich słów pod adresem publiczności przemyskiej, dlatego że na przedstawieniu Halki było dużo pustych miejsc, publiczność nie dopisała, bo pod bokiem Sokoła rozpiał wielkie namioty "cirkus Henryego", gdzie podobno nie można było szpilki wcisnąć:
"Smutne, a jednak prawdziwe, że w XX wieku trupa linoskoczków stanowić może większą atrakcję dla publiczności, niż opera narodowa".
Przedstawienia w Przemyślu przyniosły amatorskiej operze ze Stanisławowa niezły dochód i sławę artystyczną: "Kasa Cyganerji uczyniła 1500 koron. i powróciliśmy bez deficytu, zdobywając na przyszłość miasto Przemysł." . Jesienią 1911 roku "Gazeta Przemyska" znów pisała o przedstawieniach amatorów ze Stanisławowa, ale już w oczekiwaniu wspaniałej zabawy muzycznej:
"I znowu przybywają do nas nasi kochani amatorowie opery polskiej ze Stanisławowa, która wystawi w sobotę dnia 21 b.m. Pajaców Leoncavalla, a w niedziele 22 b.m. Halkę Moniuszki. W obydwu operach wystąpi gościnnie Wanda Hendrichówna i p. Adam Ludwig".
W Przemyslu bardzo dobrze pamiętano wspaniałe przedstawienia Halki St. Moniuszki i Cyganerji Pucciniego w wykonaniu amatorów stanisławowskich z wiosną b.r w  na pół wysprzedanej sali "Sokoła". Prasa Przemyska pisała o ogromnej pracy Eustachego Bukowskiego, tenora lirycznego, który wraz z Wiktorem Millerem stworzyłł polski zespół operowy, będący chlubą narodu i Galicji. Autor artykułu w gazecie "Echo Przemyskie", piszący pod pseudonimem "Niemuzykalny" nie starał się nawet ukryć swego zachwytu występami amatorskiej opery stanisławowskij, pisał:
"Krytyka niech zamilknie. Niech swoimi wywodami nie zamąci wrażenia jakie przeżyliśmy podczas obydwy przedstawień tej miłej drużyny. Więc wczujmy się w duszę przeciętnie muzykalnego i szczerze muzyce oddanego słuchacza, a wyczujemy uczucie podziwu i zachwytu dla organizatorów całej drużyny. Cześć im i uznanie za ich pracę, za ich wielbienie dla sztuki, które nie jest czczym frazesem, ale potrzebą szlachetnych dusz, które to co czują, umieją także w czyn wprowadzić".
"Niemuzykalny" był zychwycony strukturą i demokrytycznymi zasadami obowiązujęcymi w  tym zespole.Organizotorom udało się poskromić "wrodzony temperament narodowy" i "wybujałe poczucie indywidualizmu":
"Gdy patrzymy na tę drużynę ze Stanisławowa, zapominamy o tem wszystkiem i budujemy się widokiem tej pięknej harmonii i niewymuszonego zespołu. Muzyka stała się dla tych druchów potrzebą życia".
Według autora artykułu palme pierwszeństwa trzeba przyznać Halce St. Moniuszki, która była odegrana tak
"że nawet najlepszy zawodowy zespół mógłby się poszczycić takim suksesem. Od solistów do chórów i orkiestry wypadło przedstawienie bez zarzutu i było utrzymane na wysokim stopniu artystyzcnym".
Pierwszą operą, którą prezentowali gości ze Stanisławowa była Halka St. Moniuszki. Polska opera porywała publiczność, bo była bliska sercu polskiemu. Pajace Pucciniego nie wywołały tak wielkiego wrażenia , mimo, że były przygotowane nader starannie.
Niestety, autor artykułu w "Echu Przemyskim" był tak zachwycony całością owych przedstawień operowych, że nie zaznaczył w nim nazwisk solistów. "Niemuzykalny" zwrócił uwagę publiczności przemyskiej na cudowny zespół amatorskiej opery ze Stanisławowa:
"Wobec naszego podziwu dla tego przepiękniego amatorskiego zespołu nie podnosimy pochwał dla poszczególnych jednostek, dzięki Wam ze miłe chwile, dzięki za trudy, dzięki za dobry przykład karnej i braterskiej harmonii, dzięki za ukochanie muzyki, a szczególnie naszej muzyki polskiej".
Opera amatorska ze Stanisławowa zrobiła nietylko bardzo silne wrażenie na publiczność Przemyską, ale wywołała w prasie dyskusję na temat żałożenia tu własnej opery, dlatego że i  "w Przemyślu chodzi luzem, nie wiedząc o sobie wzajemnie, jaka dobra setka muzyków i śpiewaków amatorów". Dalej autor tego artykuły zaznaczył że i w Przemyślu są doskonali wykonawcy na skrzypcach, trąbach, fletach i innych instrumentach i z nich mógłaby ukształtować się orkiestra, są ludzi, którzy chętnie by śpiewali w chórach męskich i mieszanych. Ale trzeba byłoby poszukać dobrego kierownika, według zasad demokratycznych zespołu stanisławowskiego, stworzyć regulamin funkcjonowania opery przemyskiej:
"w orkiestrze i chórze znajdą się i inteligenci, i kupcy, i robotnicy. Tak jest w amatorskiej orkiestrze stanisławowskiej. Grają w niej doktorzy praw i medycyny, urządnicy i robotnicy. Blacharz kolejowy, grający na pierwszych skrzypcach, jest na "ty" ze swoim towarzyszem w  orkiestrze doktorem praw, obojga żyją ze sobą w doskonałej harmonii i przyjaźni. Toteż humory "podpańskie" naszych inteligentów z góry muszą umiarkować a raczy zniknąć dla dobra samej sztuki".
a pozatem nowy zespół musiał by dużo cwiczyć, bo
"długie i sumienne ćwiczenie tworzą zespół. Wtedy Przemyśl będzie mógł kultywować muzykę orkiestralną i śpiew chóralny tak samo, jak Stanisławów. Z tego się złoży z czasem i opera jak stanisławowska, bo i w Przemyślu są doskonałe materiały głosowe dla solistów. Tylko rychle do pracy".
Tak to przyjmowano operę amatorską w Przemyślu. Przedstawienia budziły w społeczeństwie polskim nie tylko podziw, lecz i nadziej na rozwój sztuki polskie w całej Galicji.
Ten stan kwitnący opery amatorskiej Towarzystwa Muzycznego im. Stanisława Moniuszki w Stanisławowie trwał aż do wybuchu i wojny światowej, kiedy to większa część śpiewaków-amatorów razem z niestrudzonym Eustchyem Bukowskim przeniosła się do Wiednia, ale to już inna historia.
Kliknij aby powiekszyć
+

Objaśnienia przypisów:
1) od roku 1892 Towarzystwo Muzyczne im. St. Moniuszki w Stanisławowie dysponowało własnym gmachem teatralnym
2) Eustachiego Bukowskiego - O.C.
3) Ibidem, s. 12.
4) w Stanisławowie według statystyki na rok 1911 było około 22. 000 mieszkańców.
5) Eustachy Bukowski w swoich Pamiętnikach przez omyłkę podaje nazwę cyrku - "Bernum". W "Gazecie Przemyszkiej", w "Echu Przemyskim" zaznaczono nazwę - "Cyrk Henryego".

Kontakt
1628835 odwiedzin od 5 stycznia 2004 roku
Google Search

WWW stanislawow.net